HOME SWEET HOME !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Już jesteśmy w domu i pisze z naszego kochanego czyściutkiego komputerka :-)
Hmmm jak dobrze być w domu i wyspać sie w swoim łóżeczku :-)
No to koniec naszego bloga, dzis byliśmy w pracy i powoli wracamy do rzeczywistości :-))))))))))))
Home sweet home !!!
Buziaki dla wszystkich,
Marta i Grzesio
Ameryko Srodkowa BYE BYE
Jestesmy na lotnisku w Belize City.
Rano pedem pojechalismy na taksowke wodna i oto dotarlismy do Belize City, a stamtad taksa na lotniska. Traz siedzimy w knajpie na lotnisku i klepiemy bloga.
Jestesmy bardzo zadowoleni z naszej eskapady. Juz troche chcemy wracac do domu :-)))))))))
Bardzo duzo widzielismy i sami nie wierzylismy, ze uda nam sie tyle zobaczyc.
Humory mamy swietne caly czas zartujey sobie ze wszystkiego :-)))
Musze przyznac, ze mam najsuperowszego meza na swiecie :-))))
Jedyne co nas martwi, to to, ze paczki z prezentami nie dotarly jeszcze do Polski i zaczyna nas to troche martwic :-((((((( Mamy jednak nadzieje, ze w koncu dojda....
No dobra koncze, bo Pani powoli przynosi nam jedzenie, ktore zamowilismy.
Calujemy wszytskich mocno i spadamy,
Marta i Grzesio
Caye Caulkier - BLUE HOLE !!!!!!
Dzis ostatni raz piszemy, bo juz jutro wsiadamy w samolot i jedziemy do Was !!!!!
Wczoraj widzielismy slub na wyspie, WOW robi wrazenie, nie ma nikogo tylko para mloda, plaza, szum morza i urzednik, no i muza z CD palyera :-))) Wyglada to ciekawie i bardzo oryginalnie. Pozniej jedlismy kolacje a para mloda siedziala za nami, akurat przyszli do tej samej knajpy, w ktorej my rowniez bylismy :-))
) My po kilku drinkach chyba duzo lepiej sie bawilismy od nich... byli troche dziwni i sztywni, stwierdzilismy, ze moze sie malo znaja :-)))) Po czym stwierdzilismy, ze my jednak jestesmy zajebistym malzenstwem :-))))))
Nastepnie poszlismy na spacer, zeby zobaczyc zachod slonca, sesja foto na molo, bylo super :-)))
Pozniej romantyczny spacer na molo w nocy... :-)))
Rano obudzilismy sie z mysla zaspalismy, zaspalismy, no i okazalo sie, ze zaspalismy faltycznie, bo o godzinie 6:30 odplywala nasza lajba na Blue HOLE. Ale szybko sie pozbieralismy, szybka toatela poranna i biegiem na pomost. Uff zdarzylismy, lodki jeszcze nie bylo !!! Po chwili przyplynela i poplynelismy.
Na lodce bylo pelno ludzi, okazalo sie, ze oni wszyscy nurkuja, tylko w sumie 6 osob snorkluje (w tym my). No i zaczelo sie, ja bardzo sie balam schodzic do wody, na pytanie czy tutaj sa rekiny - jeden facet kapitan naszej lajby powiedzial mi NIE SPOKO TU NIE MA ZADNYCH REKINOW !!!! Za chwile przewodnik snorklowy mowi: Marta jak sie boisz to bedziesz snorklowac w drugim podejsciu, nie ma problemu, ale usiadz sobie tutaj na krawedzi, a ja sprowadze tutaj rekina, zebys go sobie zobaczyla, bedzie tuz przy lodzi. Kurde wpadlam w panike, mowie kurcze najpierw jeden mowi, ze spoko nie ma zadnych rekinow, potem Ty mowisz ze zaraz tutaj bede go sobie mogla zobaczyc.... PRZERAZILAM SIEEEEEEE !!!!!!!!!!! Wtedy zapadla decyzja NA PEWNO NIE WEJDE DO WOOODYYYYY !!!!!!!
Ale w koncu weszlam, widziala troche rekina, bo bylam tak przerazona, ze zaraz wyskoczylam z wody. Nasz kapitan smial sie ze mnie, ze nie powinnam ogladac filmu SZCZEKI :-)))))
No dobra udalo sie weszlam potem do wody, bylo fajnie, widzialam cala mase kolorowych ryb, barakudy, nawet udalo sie nam zobaczyc zolwie :-))) - skubancow nie moznabylo zobaczyc na plazy po dwugodzinnym spacerze, a tutaj prosze, jak gdyby nigdy nic dwa sobie siedzialy, nasz przewodnik zanurkowal naprawde gleboko, na jakies 7 metrow i dotknal go, wtedy widzielismy jak zolw ruszyl i zaczal plynac :-))))) Woda jest tutaj bardzo czysta a rafa kolralowa jest przepiekna, WOWWWW robi wrazenie !!!! Ale jakos nie pociaga mnie nurkowanie, bo za bardzo sie boje, ze cos moze mnie zaatakowac i czuje, ze nie mam zadnej kontroli nad zwierzetami, ktore mnie otaczaj, to jest ich krolestwo, a ja czuje sie tam troche jak intruz, podgladacz, w kazdym razie bardzo dziwnie....
Pozniej poplynelismy na HALF MOON CAYE- znow snorklowanie, obiad i wizyta w rezerwacie ptakow, tam widzielismy iguane - mega duza metrowa, niezla ! i cale mnostwo ptakow. Wyspa bardzo ladna, ale cholernie drogi wjazd na nia, bo to tez rezerwat przyrody, kasuja: 40 USD od lebka, za to tylko, ze na niej sie pojawiasz...
No i jeszcze jedno snorklowanie odbylo sie w miejscu zwanym AKWARIUM - tam tez bylo mnostwo ryb i to wlasnie tutaj widzieliemy zolwie :-))) a nurkowie niestety zolwi nie widzieli, a my snorkle widzielismy HA HA HA nie ma to jak miec szczescie w zyciu :-))))
No dobra to tyle, spadamy i do zobaczenia w Polsce.
Buzia,
Marta i Grzesio
BELIZE- Caye Caulkier
Witajcie z przedostatniego odcinka LOST w Ameryce Srodkowej.
Dzien zaczelismy dzis wczesniej niz ostatnio bo wstalismy przed 8 i po sniadaniu szybkie pakowanie i jazda na lotnisko. Bilety mielismy zarezerwowane na 12 ale stwierdzilismy, ze pojedziemy wczesniej czyli o 10. Po dotarciu na LOTNISKO poszlismy do linii lotniczej, ktora tu przylecielismy, ale okazalo sie, ze niestety nie ma miejsc na 10. Mily kolunio sprawdzil u konkurencji, ktora ma oddzielny budynek i tam miejsca byly. Wiec polecielismy tym razem Tropical Maya Air.
Trzoche nami rzucalo i Marta niespecjalnie to dobrze znosila, tak, ze chcielismy wysiasc przystanek wczesniej na Belize International, ale po pierwsze to bylo tylko 4 minuty kolejnego lotu a po drugie (Bog raczy wiedziec dlaczego)zeby wysiasc przystanek wczesniej musielibysmy doplacic po kilkanascie dolarow od osoby. Wiec Marta mimo zieleni na twarzy stwierdzila ze da rade i polecielismy w najkrotszy lot naszego zycia 4 minuty od startu do ladowania.
Potem taksa na Marine Terminal i wsiedlismy w lodz zeby poplynac na Key Caulkier - nasz ostani przystanek na trasie. Spedzimy tu 2 dni. Jutro jedziemy na calodniowa wycieczke na Blue Hole (to jest podwodny wulkan porosniety rafa koralowa) poplywamy z rekinami (te mamy nadzieje, nie jedza ludzi - jesli jedza to to bedzie nasz ostatni wpis :-))) ), poogladamy rybki, zatrzymamy sie jeszcze na jakichs innych wysepkach posnorklowac i wrocimy do hotelu.
Nasz hotel - zreszta calkiem wporzo - o dumnej nazwie TROPICAL PARADISE - jest zaraz obok cmantarza - jak sie zapytalismy naszego pseudo taksowkarza (ma ryksze bagazowa - my szlismy pieszo) ze hotel jest obok cmentarza - to gosciu powiedzial - spoko juz nie dziala ten cmantarz - tu jest najlepsza plaza i wszyscy turysci przychodza wieczorem z piwem i siadaja na nagrobkach i patrza na plaze.
Widok z pokoju na szczescie mamy na plaze i ocean a nie na cmentarz - dobrze, ze wzielismy troche lepszy pokoj, bo niektore maja okna nad nagrobkami :-))))
Kilka fotek i spadamy.
Buziaki
Marta i Grzech
Placencia - cd.
Dzis caly dzien sie byczylismy, leniuchowalismy, odpoczywalismy. Ja skonczylam przed chwila czytac ksiazke, Grzesio sie zdrzemnal - generalnie jest ok. Dzis specjalnie nic ciekawego sie nie dzialo, byczenie, lezenie, lezenie, byczenie na plazy, chodzenie po plazy i tak w kolko :-)
Tutaj zaczal znow dzialac moj telefon komorkowy, wiec powoli wracamy do rzeczywistosci i myslimy o naszym powrocie do domu, juz nawet troche tesknimy za domem, ale carpe diem :-)))
A teraz kilka fotek:
Calujemy wszystkich mocno,
Marta i Grzesio
Placencia - BELIZE
Witamy w kolejnym odcinku LOST !!!
Dzis przelecielismy kawal drogi samolotami z Panamy do Belize. Otoz wygladalo to tak po kolei:
1) Samolot z Panamy do San Jose (Kostaryka)
2) Dalej tym samym samolotem z San Jose do San Salvador (Salvador) Martwilismy sie, ze nie zdarzymy na kolejny samolot do Belize, ale luzik okazalo sie, ze lecimy dokladnie tym samym z ktorego przed sekunda wysiedlismy :-)))) Tutaj myslalam, ze bedzie belt w samolocie, zrobilo mi sie starsznie niedobrze.....
3) San Salvador - Belize City.
4) Belize City - Dangriega. W Belize City wzielismy taki malutki samolocik, linii zupelnie nam nie znanych: TROPICAL AIR. Samolocik na maksimum 14 pasazerow. Mialam miejscowe w pierwszym rzedzie zaraz za pilotem. Pilotow i mnie dzielilo tylko powietrze, nie bylo tam zadnych drzwi do kabiny pilota, czy scianki. W Dangriega zatrzymalismy sie, a mi bylo juz tak niedobrze, ze bylam na 99 procent pewna, ze bedzie belt i kiedy pilot, za ktorym siedzlam otworzyl na chwile drzwi, zeby rozprostowac jedna noge, ja wzielam mineralna i umylam sobie rece przez drzwi pilota :-))))
5) Dangriega - Placencia - O Boze myslalam, ze nie trafimy w pas dla samolotow. Ale nasz bardzo przystojny jeden z pilotow dal rade (malo tego zapomnielismy dodac, ze piloci lataja tutaj w krotkich spodenkach i ze ladowanie w Belize City bylo tylko dla dwoch pasazerow, ktorymi bylismy my, bo reszta leciala juz z San Pedro Sun - niezle z nas VIPy :-)))
Udalo sie !!! Zawracalismy na trawie samolotem :-))) To takie male lotnisko, naprawde male !!!! Mniejsze jeszcze niz w Tortuguero, a myslalam, ze mniejszych juz nie ma!!!
Jezu jak poczulam ziemie pod kolami samolotu, i gdy dwie minuty pozniej, po owej wczesniej wspomnianej zawrotce na trawie, pilot otworzyl drzwi, chcialam przez nie wyskoczyc jak z procy !!!! Wyskoczylismy w koncu z samolotu, uff, czulam, ze odplywam, myslalam, ze jak nie belt to bedzie gleba. Bylo ostro. Jak tylko postawilismy nasze stopy na plyte lotniska zagadal nas od razu taksowkarz i po chwili, gdy zapytalam Grzesia gdzie sa nasze bagaze okazalo sie, ze nasz bagaz polecial dalej w tym malym samolociku do Punta Gorda. Kurde bylismy tylko dwoma osobami wysiadajacymi na tym lotnisku, JEDYNYMI DWIEMA, ktore mialy bagaze na cale 5 osob podrozujacych (w tych PIECIU, slownie PIECIU OSOBACH - MY jako dwie !!!!) Wyciagneli wszystkie paczki z jakimis lokalnymi przysmakami, paczki wielkosci polowy mojego malego plecaka, wyciagneli wszytskie KURDE LISTY, powtarzam LISTY (bo tutaj poczte rozwoza wlasnie takie male bzdziagwy) !!!! ALE NIE WYCIAGNELI Z SAMOLOTU NASZYCH DWOCH OGROMNYCH PLECOOOOOOROWWWW !!!!!!!! Kurde no coz mozna nie zauwazyc naszych OGROMNYYYYCH PLECAKOW w bagazniku wielkosci - bagaznika samochodowego !!! Shit happens :-((((((((((((
Nasze mega dzielne bagaze oprocz tych wszytskich startow i ladowan wykonal jeszcze dwa dodatkowe. Zuchy bagaze, ja bym chyba juz nie dala rady.... To byloby juz za duzo !!!
Na pytanie gdzie sa nasze bagaze ludzie w tym malym budynku lotniskowym, a raczej w tym malym domku bardzo sie zdziwili ukladajac w szafkach listy do odbioru, myslalam, ze trafi mnie szlag !!!!!
Udalo sie!!! Po pol godzinie nasze bagaze przylecialy ponownie (wyladowaly cale i zdrowe - moglam przynajmniej powiedziec dziekuje do tego przystojnego pilota :-)))), ktory sie usmiechnal i rozesmial z calej sytuacji.
UUUUff odetchnelam, a na wczesniej zadane nam pytanie ludzi z lotniska to moze przywieziemy Wam bagaze do Hotelu, od razu, bez ulamka sekundy zastanowienia odpowiedzielismy NO FUCKING WAY !!!!!!!!!!!!!!!!! Myslac kurde Wy nawet nie potrafiliscie ich zauwazych w bagazniku, bedziemy stac przy samolocie i sami je sobie wyciagniemy i ODBIERZEMY !!!!!!!!!
Pozniej taksowka z lotniska i jestesmy w Hotelu.
Po drodze mijalismy hotel - Francissa Forda Coppoli - najtanszy pokoj 600 dolarow amerykanskich za noc, najdrozszy 2500 USD. NIzle, nie jeszcze nam nie odbilo nie mieszkamy w tym hotelu :-)))) Spoko !
W hotelu drzemka i poszlismy na dol cos zjesc. Gdy czekalismy na jedzenie poznalismy kolejnego BRATHA (od brother :-))- smiesznego murzyna w mega ogromnej welnianej jamajskiej czapce, z dredami na glowie, ktory okazal sie byc Ambasadorem Reagge w Belize, kupilismy od niego plyte z dedykacja. Teraz jestesmy JAH, tzn. part of the JAH, czyli milosc, energia, kreatywnosc, muzyka i drugi dla wszystkich !!!! Bardzo smieszny koles, pokazywal nam ksiazke o Belize w ktorej jest jego fota, pokazywal nam gazete, z zeszlego tygodnia z fota i artukulem o nim, mowil, ze wystepowal w tv i ze bedzie i ze powie, ze spotkal braci (ja tez bylam bratem) z Polski. Grzesio podpowiada mi tutaj, ze zrobilismy z nim RASTA BOOM, czyli uderzenie piesci w piesc, a pozniej do serca i mowi sie JAH. Super !!!!
Przed chwila spacerujac po Placencii kupilismy, tzn. Grzesio kupil dla mnie. Jego zdaniem super sexy stroj kapielowy, a raczej cos co go przypomina, hand made cztery trojkaciki i dwie grubsze nitki, ktore trzymaja calosc do kupy. Zastanawiam sie czy to nie jest przypadkiem jednorazowka, bo potem sie rozwali, jest to rzecz bardzo delikatna... ale i dosc oryginalna i ladna :-)
No dobra jeszcze slow kilka o Placencii - miejscowosc ta jest bardzo malutka, mieszka tutaj jakies 600 osob, to tutaj wlasnie sa przepiekne male cos w rodzaju parasola przeciwslonecznego, przypominajace domki, pokryte sa suszonymi lisci palmy, jutro zrobimy foty to wrzucimy :-))) Pod nimi znajduja sie dwa romantyczne drewniane, kolorowe lezaki, mozna sobie zamowic drineczka i delektowac sie widokiem Oceanu. Bardzo pieknie. Jest tutaj bardzo spokojnie i cicho, takie zupelnie nie komercyjne miejsce. Jakze inne od Panamy, w ktorej bylismy przed chwila. WOW Podoba sie nam tutaj i cieszymi sie, ze po wielkich trudach przynajmniej moich i naszych przygodach z bagazami tutaj dotarlismy !!!!
Jutro wrzusimy pare fotek :-)))
IWKA - No to beda bardzo fajne chrzciny najpierw Arturro, potem tata. Tak by the way - Jak to "wychodzac przez okno ????" To co ktos go zamknal, drzwi sie zatrzasnely??? Co sie stalo ???
Jasne jesli chodzi o Pania Nadie - to oczywiscie zamienimy sie bardzo chetnie !!!
Iwa jeszcze jedno moze troche pytanie nie na miejscu, zwazywszy, ze nie masz teraz zupelnie czasu: Czy mialas chwile, zeby wpasc do naszego mieszkania, teraz tutaj siedzimy i caly czas zastanawiamy sie czy wszystko w porzadku? Daj prosze znac. Z gory wielkie, wielkie dzieki.
Jak tylko przyjedziemy wpadniemy do Ciebie prosto z lotniska po klucze.
AGA - Mialas racje to przepiekna i niekomercyjna miejscowa. Warto bylo tutaj przyjechac !!!!
Calujemy was mocno,
Marta i Grzesio
PANAMA CITY
Jak juz pisalismy jestesmy w Panamie :-)))
Miasto bardzo amerykanskie.
Dzis zdalismy sobie sprawe jak daleko zabrnelismy w naszej podrozy, chyba sami do konca nie wierzylismy, ze tutaj dotrzemy, ale udalo sie :-)))
Dzis wybralismy sie zeby zobaczyc kanal. Robi wrazenie!!!
Bylismy na Miraflores, czyli na pierwszej sluzie, potem pojechalismy na druga sluze (Pedro Miguel). Gdy bylismy na pierwszej sluzie: akurat wplywal ogromny statek, w zyciu tak duzego statku nie widzialam. Wtedy jak wplywa ten statek sluzy sie otwieraja i zmienia sie poziom wody, obniza, potem sie zamykaja i zanim sie otworza nastepne sluzy woda znow jest pompowana, tak, ze statek rozmiarow ogroooomnych podnosi sie do gory.
Pozniej widzielismy film, opowiadajacy o kanale, nastepnie bylismy w muzeum.
Generalnie caly sztab ludzi pracowal nad tym zjawiskiem, zginelo bardzo duzo ludzi z powodu malarii i zoltej febry, kanal jest zasilany tylko i wylacznie slodka woda, aby zrobic ten kanal wysadzali ogromne polacie ziemi, cena zeby przeplynac kanal dla takiego ogromnego statku wynosi okolo 100 000 dolcow..... a maly jacht 750 bucksow, a jesli ma GPS-a to dodatkowe 150 dolcow, ciekawe dlaczego ? :-))))
Przejachaslimy potem przez dwa mosty, laczace Ameryke Srodkowa z Poludniowa. Najpierw byl most stulecia, nowy z 2004 roku, otwarty na czesc 100 lecia niepodleglosci Panamy, potem przez most De Las Americas, zbudowany wtedy kiedy budowano kanal.
Pozniej pojechalismy w bardzo przytulna przystan jachtow, kosztujacych kuuuupe kasy, w zyciu nie widzialam takich lajb, WOW !!! bylam w niezlym szoku, po tej biedzie, ktora widzielismy w krajach Ameryki Srodkowej tutaj po prostu miliarderzy w swoich wypasionych lajbach :-))))
Zjedlismy w tej przystani bardzo eleganski obiad, potem wybralismy sie do sklepu, gdzie torebka zrobiona ze skory weza, oraz torebki zrobione ze skory krokodyla kosztowaly tysiace dolarow, nie dosc, ze mega drogie, to wcale nie byly zbyt ladne.....
Dzis w nocy lecimy do Belize City, wiec powoli wracamy.
AGA- bardzo fajnie, ze Majeczka juz chodzi i wola za Toba mama to musi byc slodkie :-))))
KROLIK- zaraz Grzech wrzuci pare fotek Panamy.
To ja spadam :-))))
Fotki:
Buzia,
Marta i Grzes
PANAMA CITY
Jestesmy w Panama City, przylecielismy tutaj samolotem, ktory jak twierdzi Grzech ma juz jakies 40 lat, balam sie czy w ogole wyladujemy, ale udalo sie :-)))) Uff, odetchnelam jak juz bylismy na ziemi :-))))
Przed chwila skonczylismy objazdowa wycieczke po Panama City. Bylismy w starej czesci, ale tam taksowkarz nie chcial nas wysadzic, bo mowil, ze z aparatem Grzesia i z moja kamera nie chce miec nas na sumieniu. Tam jest bardzo niebezpiecznie. Wiec nie nalegalismy. Budynki stare, piekne, ale bardzo zaniedbane, az szkoda...... troche przypominaja slumsy, tylko niektore sa odnowione i zadbane, ale poza tym DRAMATEX, pewnie za jakies 10-15 lat bedzie lepiej :-))))
Pozniej pojechalismy do nowej czesci, wyglada zupelnie jak amerykanskie miasta wszystko kolorowe plus szklo i metal. Wysokie budynki, skyscrypery i baaaardzo amerykansko.... tutaj jest zupelnie inaczej niz sobie wyobrazalam, jednak Panama to zupelnie inny kraj od poprzednich Ameryki Srodkowej, ktore odwiedzilismy.
Mamy bardzo przyjemny hotel, w centrum tej zamerykanizowanej dzielnicy, na dachu mamy basen, na ktory za chwile sie wybieramy.
Jutro jedziemy zwiedzac kanal, a w czwartek ruszamy samolotem do Belize City, tam spedzamy kilka dni, a potem do domu :-))))) Aga - chcemy pojechac na Plasencje (pewnie zupelnie inaczej sie to pisze, ale wiesz o co chodzi :-))) i zobaczyc tam Blue Hole.
Wracaja jeszcze do samego miasta Panama - stwierdzilismy, ze to w ogole nie jest miasto turytyczne, tylko biznesowe. Oprocz kanalu i starej dzielnicy nie ma tu wiele do ogladania.
P.S. Grzes zanabyl sobie oczywiscie typowa Paname, czyli kapelusz, wyglada w nim komicznie :-))))
No to spadamy na basen.
Dzis fotek nie bedzie :-´)), ale im dluzsze czekanie tym lepsze sniadanie :-)))
Buziaki,
Marta i Grzes
Bocas del Toro
Dzis byl dzien lenia, kompletnego...
Mielismy jechac na pierwsza lekcje surfingu, ale po pierwsze zaspalismy, po drugie nasz nauczyciel nie przyszedl, a po trzecie nie bylo fal, wiec wyszlo jak wyszlo.
Wiec wsiedlismy w takse i pojechalismy na Playa del Drago czyli na plaze smoka (nazwa sie wziela od ksztaltu tej plazy widzianej z gory - smok ziejacy ogniem).
Pewnie podobaloby nam sie bardziej gdybysmy wczoraj nie pojechali na Zapatille, po wczorajszych widokach chyba jestesmy rozpieszczeni... Marta pisala pamietnik i czytala ksiazke, ja troche zrobilem fotek i przespalem sie chwile.
Pozniej poszlismy do biura obrotu nieruchmosciami zobaczyc ile kosztuje kawalek raju. Ceny calkiem przyzwoite wiec moze sie tu przeniesiemy kiedys... Opowiemy po powrocie.
Pozniej poszlismy do prawnika dowiedziec sie co i jak w raju podatkowym Panama :-))))
Pozniej byla kolejna drzemka, prysznic a teraz klepiemy bloga.
Zdjec nie bedzie bo Grzes sklerotyk zapomnial wziac kart ze soba :-((((
Mamo - napiszcie czy przyszly paczki ???
Mamy - jestesmy cali i zdrowi - jutro lecimy do Panama City ogladac kanal a w czwartek do Belize. Sprobujemy zadzwonic z Panamy albo z Belize. Tu komorki nie dzialaja :-(((
No to buziaki
Marta i Grzes
PANAMA - Bocas del Toro
No coz,
Piszemy tym razem naprawde z kolejnego odcinka LOST.
Dzis wynajelismy lodke - we dwoje i poplynelismy...
Najpierw poplynelismy do zatoki delfinow i widzielismy delfiny, niestety nie chcialy skakac do gory, ani sie bawic chociaz lodki chcialy sprowokowac zabawe, jezdzac w kolka, ale dzis sie im nie chcialo skakac :-((( Dobrze, ze chociaz sie pokazaly, plywaly tak blisko naszej lodki, ze niemal moglismy ich dotknac, niestety nie wiadomo bylo gdzie sie pojawia.
Pozniej poplynelismy na Isla Zapatilla - o zesz TY... oniemielismy z zachwytu !!! Na tej wyspie ponoc krecili Survival, taki program podobny w konwencji do Wyspy Robinsona. WOW tam naprawde poczulismy sie LOST !!! Zartowalismy nawet, ze zaraz spotkamy ekipe z tego serialu. W koncu tez go krecili na Karaibach...
Grzes sie smieje, ze znalazl nowa miejscowe na THE BEACH BOLS :-))))) Niestety tylko Bolsa tu nie ma. Ten teren nalezy do Parku Narodowego - jest tam wspaniale.
Jesli sex on the beach to tylko tam, uwierzcie nam :-))))
Zdjecia moze choc troche oddadza to cfo tam przezylismy, reszta to juz nasze przemile wspomnienie..... ach moze jutro tez tam wrocimy...
Acha zapomnialam dodac, ze snorklowalismy w wodzie tak przejrzystej, ze bylo widac wszystko na jakies 5 metrow w glab. Widzielismy kolorowe ryby, Grzes widzial plaszczke, ryby papugi - tez sa tak kolorowe i inne cudenka podwodne. Ja zaczelam snorklowac i przede mna pojawila sie ryba naprawde spora ze szpicem na nosie - tak sie jej przestraszylam, ze to byl koniec mojego snorklowania. Generalnie bylo niezle !!!!!!!
Pozniej pojechalismy na lunch. Karmilam ryby z molo, bylo ich tak duzo, zreszta ponizej Grzesio wrzucil fote, to sami zobaczcie.... Ciekawe bylo to, ze kobita z knajpy rzuca do wody resztki usmazonych ryb, no i ryby jedza ryby, w bardzo szybkim tempie zostaje tylko szkielecik :-))))
Pozniej pojechalismy na kolejna wyspe, gdzie widzielismy czerwone zabki, sa malenkie, ale calkowicie czerwone, slodziaki....
Pozniej niestety wrocilismy i dopiero w hotelu zobaczylismy jak nas spalilo slonce, jestesmy tak zjarani, ze skora zlazi z nas jak z bananow Chiquita oczywiscie :-))))
IWKA & DADDY - bo driny tu sa niezbedne wrecz do zycia, mamy pic caly czas cole i wode ??? - no a do tego sa tanie i dobre...
Kilka zdjec:
Buzia
Marta i Grzech
Bocas del Toro
Witajcie ponownie
Jestesmy kompletnie nadzgani wiec wybaczcie bledy.
Wlasnie poznalismy czlowieka ze stanow ktory ma zone polke i zrobilismy sobie imprezkle w barze nad samym morzem. Jest tak genialna woda, ze swzowk. widzielismy rozgwiadzy i barakudy. WOW widac na kilka metrow w glab eody.ç
Obiecalimsy George`wi zdjecie i przesylamy pozdrowienia dla jego zony SYlwii (polka - nasza krajanka).
oto zdjecie Gerorga resztga kiedy uindziej bo mie dajemy ragy s komputerm
PS: Banan - czego od nas chcesz przeciez te foty to esencja podriozy
Ty wez wrzuc jakas podrozniwcza fote...!!!!!!!!!!!!!!!!!!
My jestesmy Chiaquita a Ty????
Cioa a todos
M & G
Bocas del Toro - Panama
Witajcie ponownie tym razem klepiemy z Panamy.
Dzis klepie Grzes, bo Marta po 2 Daiquiri truskawkowych jest zalana :-))))
Wczoraj wieczorem spedzilismy mily wieczor w restauracji Argentynskiej, prowadzonej przez prawdziwych Argentynczykow. Bylo bardzo milo i romantycznie... Popijalismy Argentynskie wino i zakupilem Marcie kolejny pierscionek zareczynowy -to juz 4:-))))) recznie robiony przez Hiszpanke.
Sprobowalismy Mate -taki napoj, ktory jest bardzo popularny w Argentynie (smak ma herbaty zrobionej w termosie po kawie). Zjadlem kawal fantastycznego steka :-))))
Wczesniej bylismy we wspanialym sklepiku z wyrobami recznymi pewnej francuski, ktora tu mieszka od 10 lat. Nakupilem genialnych plyt - juz nie moge sie doczekac zeby je przesluchac, ale jest miedzy innymi Lean on Me w wersji Gospell.
Wczoraj wieczorkiem bylismy tez w kosciele baptystow- narazie wiary nie zmieniamy, ale weszlismy bo przyciagnal nas bardzo glosny spiew/krzyk na pol miejscowosci. Koles wlasciwie przez caly czas wrzeszczal w mikrofon- Dios, Mi Dios ... prawie zanosil sie placzem - wygladalo to niezle. Reszta ekipy w srodku (oprocz 2 osob- czyli nas) bardzo gleboko zapadala w trans modlitewny... Bylo niezle. Jutro tez pojdziemy :-))))
Na poczatku wieczoru zaliczylismy basen, bo pradu nie bylo i nie bylo co robic innego. Bylo superancko, bo kapalismy sie w swietle ksiezyca. Marta odstawiala lanserke w nowym kostiumie kapielowym - super SEXY. Alez ja lubie taki widok... :-))))
Dzis rano wsiedlismy w taksowke i pojechalismy do Panamy (wlasciwie do granicy). Granica Kostarykansko-Panamska to najfajniejsza jaka przekraczalismy. Na duzym wiszacym moscie. Co ciekawe granica jest dokladnie w polowie rzeki i tam jest odpowiednia tabliczka. Strona kostarykanska mostu jest znacznie bardziej zadbana. Pozniej busikiem do przystani i godzinna podroz lodka do miejscowosci Bocas del Toro w ktorej wlasnie jestesmy.
Mamy spoko hotelik, a przed chwila zjedlismy obiad w knajpce na morzu karaibskim. Marta zobaczyla kolesia w kapeluszu z gitara i jak mu zrobilem fote to zaraz do nas przyszedl i spiewal. Bylo bardzo wesolo, obok przy stoliku siedzieli panamczycy (jacys nadziani) i przylaczyli sie do spiewania - im pozniej spiewal lokalne piosenki. Najfajniej bylo jak spiewal La Bambe- mial swoje slowa np:
Para ser una secretaria
se necesita una mini-falda
Bien cortita
Y la pones arriva...
A po naszemu to:
Zeby byc sekretarka
trzeba miec mini-spodniczke
Bardzo krociotka
I ja podciagac do gory...
Wczesniej dla nas zaspiewal No woman, no cry...
Woda tu jest genialnie czysta. Nawet w porcie widac dno ... Piekna, niebieska super...
A i jeszcze jedno od dzis jestesmy Chiquita a Wy jestescie zwykle banany :-))) (W drodze tutaj mijalismy spore plantacje bananow Chiquita...)
Na jutro wynajelismy lodke na caly dzien. Bedzie bosko. Najpierw delifiny, pozniej czerwone zaby i jeszcze plywanie z maska na rafie koralowej a wszystko to tylko my we dwoje... Bedzie WOW
PS. Marta teraz twierdzi ze najlepsze Daiquiri truskawkowe to tylko w Panamie :-)))
Kilka zdjec:
Buziaki
Marta i Grzes
Puerto Viejo- ostatni dzien & Cahuita
Witajce w naszej bajce, a raczej w 18 008 odcinku LOST,
Dzis przed chwila wrocilismy z Cahuita, z farmy motyli. Bylam pod niezlym wrazeniem, niezly kosmos !!!! Motyle przepiekne, niebieskie, czerwone, kolorowe, no cala gama kolorow, cos przewspanialego !!!!
Najpierw Pani opowiedziala nam o motylach, jak zyja, co jedza, itd. pokazala kilka kokonow. Wiecie, ze taki wspanialy motyl zyje tylko 7 dni, bidulek szkoda....
Jesli chodzi o kokony to wyobrazcie sobie, ze jeden gatunek motyli posiada zlote kokony cos niesamowitego. Pani pokazywala biorac do reki kokony, a te wlasnie ruszaly swoja glowa. Widzielismy jak z poczwarki probuje sie narodzic motyl, pcha sie do przodu, widac, ze kosztowalo go to bardzo duzo wysilku.
Motyle zrobily na nas duze wrazenie, ale bardzo ciezko je bylo nam nakrecic, a juz nie mowie o zrobieniu foty....
Pozniej wybralismy sie na obiad, dostalam opierdziel od jednego Amerykanina, ze go nakrecilam, mowil to tak powaznie, ze sie przestraszylam, ale pozniej jak sie usmiechnal i ja rowniez zaczelam zartowac bylo milo :-)))
Nastepnie wybralismy sie spowrotem na przystanek autobusowy do Puerto Viejo, akurat pech tak chcial, ze usiadlam sobie kolo Amerykanki, ktora najpierw zaczela sie smiac, ze Grzesio ma koszulke I LOVE NY. Pani zaczela sie smiac jak mozna nosic taka koszulke w Kostaryce :-))) Pani pila sobie piwo, pokazywala mi jakas zajebista rosline ktora wiozla w siatce i opowiadala mi, ze ta roslina to jest dobra na rany, skaleczenia, nawet do jedzenia, no i oczywiscie padlo pytanie czy chce jej sprobowac.... Jasne bede wpierniczac rosline podobna do roslin na balkonie u mojego dziadka. Generalnie bylo smiesznie :-)))
No dobra teraz juz jestesmy znow w Puerto Viejo i klepiemy bloga. Zaraz idziemy na basen hotelowy, a jutro juz zalatwilismy sobie taksowke, ktora zawiezie nas do Panamy.
P.S. Dziekujemy za wzsystkie komentarze. Bardzo nam milo jak je czytamy.
MAMY - Uwazamy na siebie. Nie martwcie sie o nas. Jestesmy bardzo zadowoleni i szczesliwi, ze udalo nam sie tutaj przyjechac. Nie wiemy co u Agi i Krzycha, bo nie pdbieraja telefonu, ani nie opisuja na nasze komentarze na ich blou. mamy nadzieje, ze juz sie podkurowali troche :-)))
CIERPIALEK - No wiemy, ze jestescie pragnienie, a my SPRITE juz na poczatku o tym pisalismy. Ale w listopadzie to Ty bylas SPRITE, a my pragnienie :-))))
MISIEK 502 - Tutaj niektore kompy sa sprzed czasow epoki USB. Ale Grzesio zaraz wklei kilka fotek, bo zuch znalazl USB.
RUJBA - Dzieki Rujba za komentarz, jak zwykle sie usmialismy jak go przeczytalismy. W sumie to mile, ze weekend majowy bez nas to weekend majowy do D..py !!!! My tez Cie kochamy :-)))
LEJA - Taka stara ta Metaxa, ze chyba bym jej nie chcial :-)))
Buziaki,
Marta i Grzesio
No to kilka fotek, ktore Zrobilismy dzis, pozostale sa na dysku :-((( i nie moge ich tu wyciagnac. Buzka
Puerto Viejo- cd.
Hello w kolejnym odcinku LOST w Ameryce Srodkowej !!!
Wczoraj wieczorem jeszcze Grzesio zaliczyl noca hotelowy basen, kapal sie chlopak i skakal na materac :-)))) Dzis wieczorem tez sie pewnie wybierzemy :-)))
Dzis z kolei wybralismy sie na wycieczke do wioski indianskiej w miejscowosci BriBri, mowia jezykiem Bribri i nazywaja sie dla odmiany tez Bribri :-)))
Mieszkaja bardzo biednie.... Po domku zrobionym z drewna, dach z lisci palmowych laza kolorowe papugi, pod domem, bo domy sa na palach laza kury oraz male pisklatka. Bardzo dobrze Ci ludzie zyja z natura, naprawde znaja sie na roslinach, znaja romaite zastosowania roslin - nasz przewodnik opowiadal nam i pokazywal - ta roslina jest na bol brzucha, ta na bol glowy, tak na cos tam itd.
Pierwszy raz w zyciu sprobowalismy owocu kakaowca. To sa takie duze zolte owoce, a w srodku sa biale oslizgle w dotyku ziarna, i bierze sie je do buzi i ssie, nie gryzie :-))) Bambo juz wiem, ze masz skojarzenia, ale tak to sie z nimi robi :-)))
Do wioski szlisdmy przez dosc dlugi, wiszacy nad rzeka, robiony przez tutejszych most, ktory mielismy wrazenie, ze zaraz sie rozpadnie, a my wpadniemy do rzeki :-))) Ponoc dzieciaki z wioski biegaja po nim tam i spowrotem bez zadnego strachu...... o kurde bylo niezle ....
Pozniej poszlismy zobaczyc wodospady w dzungli, idac przewodnik opowiadal nam o roslinach i zwierzetach. Szlismy raz dzungla, raz rzeczka: Carbon. Kamienie w rzece sa takie sliskie, ze dwa razy zaliczylam glebe, ale na szczescie obeszlo sie bez krwi, tylko troche sie potluklam... but it´s ok :-)))
No i dotarlismy zaniemowilismy, widok niesamowity, w srodku dzungli wodospad. WOW !!!! Przepieknie !!! Bylismy pod niezlym wrazeniem. Grzes od razy wskoczyl do wody !!!! Pozniej w otoczeniu dzungli zjedlismy arbuza i zrobilismy uczte dla rybek, bo rzucalismy im im kawalki arbuza i wrocilismy do Puerto Viejo.
Pozniej obiadek w Puerto Viejo, nastepnie spacer brzegiem morza - jakies male koralowce nam sie powbijaly w nogi, chyba sobie darujemy tutaj kapiel :-))) a teraz klepiemy tego bloga :-)))
Jutro ruszamy do Cahuita - tam jest farma motyli. Bedziemy ogladac kolorowe motylki :-)))
Natsepnie ruszamy do Panamy na Bocas del Toro.
No to strzala, jutro zalaczymy fotki.
P.S. Janek Ty lepiej zasuwaj na moj ZUS, a nie piszesz mi ze sie obijasz :-))) Ktos musi pracowac, zeby bawic sie mogl ktos :-)))
Buziaki,
Marta i Grzes
Z Tortuguerro do Puerto Viejo
Witamy w kolejnym odcinku LOST :-))
Wczoraj wieczorem zrobilismy sobie mala imprezke z poznanymi w hotelu dziewczynami z Anglii (dwie siostry), bardzo mile dziewczyny. Skonczylismy butle rumu robiac sami sobie Cuba Libre, bo bar juz zamkneli... Bylo bardzo fajnie, po tym jak skonczyl sie rum dalismy rade jeszcze kilku piwkom, bylo bardzo milo...
Dzis rano obudzilismy sie, a za oknem deszcz ogromny, wiec olalismy nasza wycieczke lodka po Parku i poszlismy dalej spac :-))
Pozniej sie spakowalismy i wybralismy sie do malej przystani wodnej, z ktorej odplywala nasza lajba. Miala byc o 10tej, ale byla o 10:30 i tak to juz tutaj jest z niczym nic do konca nie wiadomo :-))
Wsiedlismy i ruszylismy, po drodze mijalismy kolorowe ptaki, piekne rosliny, raz tak utknelismy lodka, ze trzeba bylo ja pchac na szczescie nam nie kazali pchac :-)) Poziom wody jest tutaj w rzece tak niski, ze woda gdzienie gdzie po kolana i stad te problemy...
Dotarlismy, pozniej spacer do przystanku autobusowego i znow jazda, pozniej poszukiwanie kolejnego autobusu do Puerto Viejo. Ludzie sa tak mili w Kostaryce, ze wyjda z knajpy, zeby pokazac turyscie gdzie ma isc, nawet Cie odprowadza do miejsca gdzie stoi autobus i gdzie trzeba kupic bilety. Jest bardzo sympatycznie :-))
Dotarlismy do Puerto Viejo. Jakis Amerykanin, ktory tutaj mieszka od 20 lat zarekomendowal nam hotel, pojechalismy wiec tam, ale okazalo sie, ze jest zupelnie oddalony od miasteczka o jakies 7 kilometrow, i dwa razy drozszy niz mowil, wiec stwierdzilismy BEZ SENSU wracamy do centrum i tak sie stalo. Znalezlismy hotel w centrum czysciutki, bardzo ladny z basenem, prowadzony przez Szwajcara, ktory tez tutaj sie przeprowadzil jakies 20 lat temu i prowadzi sobie teraz spory hotel, z pieknymi ogrodami i z basenem....
Przed chwila wybralismy sie na jedzonko, kelner, chyba wlascieiel knajpy zaoferowal nam bilard, kiedy bedziemy czekac na zarcie i Grzes ogral mnie do zera buuuu, ale bylo fajnie zagralismy chyba ze cztery rundki, popijajac Daiquiri, tylko, ze bez lodu, bo nie bylo :-(((((
No i teraz piszemy do Was co sie u nas dzieje.
No to powoli spadamy, bo idziemy zaplanowac dalsza podroz, chyba pojedziemy jednak do Panamy, ale najpierw tutaj troche odpoczniemy...
Tutaj jest zupelnie inaczej, wszedzie chodza murzyni z dreadami, w jamajskich kolorowych czapach i mozna kupic koszulki, wlasnie z takim kolesiem z napisem freedom :-)) Muza jest tutaj taka, ze ma sie wrazenie, ze sluchajac tej muzy jest sie nacpanym.... Niezly klimat !!!! Puerto Viejo jest miejscem surfingowym, ogromne fale porywaja deski :-)) Namawiam Grzecha, zeby sprobowal, moze da sie namowic, ja nie chce bo sie boje, ze to bedzie pierwszy i ostatni surf w moim zyciu i albo zje mnie rekin, albo fala zabije.... :-))
Generalnie Kostaryka jest jakies dwa razy drozsza od Gwatemali, ale za to duzo bardziej cywilizowana, jest pelno Amerykanow i Niemcow, ktorzy tak jak ten koles ktorego poznalismy w autobusie przyjechali tutaj i zakochali sie w tym miejscu i zostali. Prowadza hotele, knajpy, albo kupuja ziemie, pozniej gdy cena wzrosnie niebotycznie sprzedaja ja i kupuja nastepna i tak w kolko.
P.S. Iwka - wspolczujemy z powodu Artura. Biedulek, mamy nadzieje, ze szybko sie wykuruje !!! Nie odkldajcie juz chrzcin, dasz rade silna dziewczyna jestes !!!
Jesli chodzi o naszych przewodnikow nie szukamy to oni nas znajduja, oni sa wszedzie. Np. Victor, to koles z wodnej taksowki, mowi co i jak jest w miasteczku i moze pomoc we wszystkim. Tak na prawde to przewodnicy nas znajduja... to jest bardzo wygodne :-)) Jedyna nie wiadoma jest na ile Cie naciagaja, ale zakladamy, ze nie za duzo :-))
Buziaki,
Marta i Grzesio
Kostaryka - Tortuguerro cd.
Witajcie w kolejnym odcinku LOST w Ameryce Srodkowej !
Wczoraj wieczorem wybralismy sie tak jak pisalismy na poszukiwanie zolwi :-)))
Przed wyprawa poszlismy na Cuba Libre do Budda Cafe- super muza taka jak w Radio Pin, to jest nasz ulubiony tutaj bar, maja przepyszne jedzenie, widok na rzeke z knajpki, bajkowo ... :-)))
Umowilismy sie z naszym przewodnikiem Victorem, zeby zawolal nas jak bedzie szedl z wycieczka, a my do nich dolaczymy. No i tak sie stalo zamowilismy Cuba Libre i po chwili juz uslyszelismy Victora, szybkie lyki Cuba Libry sprawily, ze po dniu na sloncu ja juz bylam pijana... No coz.. :-)))
Victor kazal nam isc gesiego, gdy wychodzilismy z wioski robilo sie ciemniej i ciemniej, ja wesolym krokiem ledwo trzymalam sie linii w ktorej wszyscy szli...
Dotarlismy na plaze, no i zaczelo sie zrobilo sie ciemno jak w d..pie, nic nie bylo widac, a ja oczami wyobrazi widzialam rozne stworki w ksztaltach korzeni, alg, lezacych na plazy. Dziewczyna, ktora szla przede mna nagle uskoczyla w bok i krzyknela do mnie uwazaj, na co ja na wspomnienie weza wrzasnelam oczywiscie... na szczescie to byla tylko jakas roslina...
Szlismy, szlismy, na niebie bylo przepieknie, takiej ilosci gwiazd w zyciu nie widzialam, cos niesamowitego... WOW bylam pod wrazeniem, widzielismy rowniez spadajace gwiazdy i ponoc Saturna... cos niesamowitego !!!
No i szlismy, szlismy, szlismy, szlismy jakies 2 mile to jest ponad trzy kilometry, czulismy, ze nogi wchodza nam do d..py, bylo naprawde ostro, chcialam juz wracac, bo nogi na prawde nas niezle rozbolaly... a zolwi, jak nie bylo tak nie ma... buuu
No i w koncu doszlismy do granicy, gdzie dalej isc nie mozna, a zolwi, jak nie bylo tak nie ma... W tym kluczowym miejscu, kluczowym, bo przystanelismy na chwile i moglismy odpoczac Victor opowiadal nam o zolwiach, jak to i gdzie skladaja jaja, ile tych jaj skladaja, jakie gatunki zolwi tutaj wystepuja itd... no i ruszlysmy w powrotna droge, szlismy, szlismy, szlismy, szlismy, znow nasze nogi mowily nam powariowaliscie !!!! a zolwi, jak nie bylo tak nie ma. Juz nie chcielismy ogladac zolwi, chcielismy tylko znalezc sie w hotelu i walnac na lozko !!!! Po okolo znow ponad 3 kilometrach wedrowki brzegiem doszlismy zmordowani!!! HURRRAA URATOWANIIIIII zaczelismy krzyczec do siebie !!!! Na szczescie tutaj nie ma wcale turystow z Polski, wiec mamy pewnosc, ze nikt nas tutaj nie rozumie :-))) Przystanek na tutejszym boisku, gdzie usiedlismy i placilismy Victorowi, za impreze... bardzo biedny byl nasz Victor, bo myslal, ze zobaczymy te zolwie, byl bardzo smutny, ale pocieszylam go mowiac, ze bylo fajnie, ze widzialam piekne gwiazdy, ze nogi wchodza mi do d..pki i ze teraz bede spac jak dziecko !!! Niezle nas to wykonczylo, po chwili znalezlismy sie w hotelu HURRRAAAAAA !!!!!
Dzisiaj mielismy dzien leniuchowania, spalismy pozniej zjedlismy przepyszne sniadania (jak wroce do Polski to tez bede na sniadanie jadac tylko mango oraz ananasy, bardzo mi odpowiadaja tutejsze owoce :-))) i znow poszlismy spac, Boze tutaj chyba temperatura siega 50 stopni, nie przesadzam !!! Jest tak goraco, ze nie da sie wytrzymac !!!
Pozniej szybki prysznic i wybralismy sie porobic kilka fotek zachodowi slonca, przed chwila na kolacje wciagnelismy smakowite dania z rybki, ktora nazywa sie
sea bass, no bloody idea what it is, slownik w ktorym przed chwila sprawdzalam podaje tlumaczenie, ze jest to strzepiel, w dalszym ciagu nic mi to nie mowi... :-)))
Pychota !!!
Na jutro wykupilismy sobie wycieczke lodka po parku Tortuguerro, wyruszamy o godzinie 5:50 i jedziemy ogladac tutejsze zwierzeta !!! Ponoc cos niesamowitego, no zobaczymy !!!
A propos tutejszych zwierzakow:
Kolo naszego domku hotelowego jest pelno dziur w ziemi, nie wiedzielismy co to jest.Lezelismy sobie wczoraj na hamakach i z dziur zaczely wylazic kraby ziemne, Grzes zapytal Pania co to za gatunek, na co Pani z hoteliku mowi to sa kraby ziemne, ICH SIE NIE JE :-)))
Porobilsmy kilka fotek i na zdjeciach zobaczlismy, ze te kraby maja niebieskie brzuszki, fajne !!!
Z innych zwierzaczkow, ktore niemalze mieszkaja obok nas mamy cale chmary malych jaszczurek, ktore laza wszedzie i juz sie tak do nich przyzwyczailismy, ze nie robia na nas wrazenia ...
Jutro byc moze uda nam sie dostac do Puerto Viejo, to jest kolejne miejsce plazowe...
No dobra to tyle zmykamy stad, w sensie od kompa.
Buziaki,
Marta oraz Grzesio
Kostaryka- Tortuguero
Hello z Kostaryki,
Tutaj jest superowo !!! Najpierw poranny samolocik z San Jose do Tortuguero. Male lotnisko w San Jose przypomnialo mi taki amerykanski serial, w ktorym akcja rozgrywala sie na tego typu malym lotnisku :-))) Niezly klimat...
Najpierw Pan, ktory nas odprawial kazal nam zwazyc nasze bagaze, pozniej nam rowniez kazal wejsc na wage, zeby nas zwazyc, bo taki samolot tez ma swoje ograniczenia co do wagi :-))) Udalo sie w porownaniu do niektorych amerykanow, nawet ja wygladam jak male piorko :-)))
Pozniej nasz uroczy bardzo smiejacy sie Pan, prawie wyslal nasze bagaze do innej miejscowosci, bardzo sie z tego usmial jak sie zorientowal, nam co prawda nie byloby do smiechu, gdyby sie okazalo, ze nasze bagaze wyladowaly w jakims innym miejscu.. Ale koles byl tak sympatyczny, ze smialismy sie razem z nim Grzes nawet zartowal w sumie to nie tak daleko bylyby nasze bagaze, bo jak sie okazalo miejscowosc do ktorej prawie pojechaly nasze bagaze miesci sie niedaleko od Tortuguero :-))))
No i wypuscili nas na lotnisko, a raczej na mala plyte lotniskowa, bo pol sekundzie juz siedzielismy przypieci pasami... Po czym pilot przeczytal nam jak szybko bedziemy leciec i po okolo 40 minutach znalezlismy sie na miejscu :-))))
Lotnisko na ktorym ladowalismy jest bardzo male, (kawalek asfaltu, balismy sie czy trafimy w pas) niedaleko od pasa na ktorym ladowalismy mieszkaja sobie ludzie i jak widza ladujacy samolot to machaja turystom tak samo jak ludzie mieszkajacy w wioskach machaja, jak raz na ruski rok przejezdza autobus :-))))
Lotnisko jest zbudowane na grobli o szerokosci jakichs 200 metrow :-)))) Po jednej stronie rzecza, po drugiej morze Karaibskie...
Przy owym lotnisku stoja trzy doslownie trzy taksowki wodne.
Jak nasz maly samolocik wyladowal, to po chwili bylismy na ziemi, zaraza wyladowali nam bagaze i zlapalismy :-)))) taksowke wodna, ktora zabrala nas do hotelu. Hotelu, jak hotelu, nasz kwaterunek to raczej maly domek na malych palach. Na patio wisza hamaki, w ktorych juz brykalismy :-)))) Jest cudownie. Sniadanie jedlismy juz tutaj w restarucji, w ktorej maja tez kolorowa, niesamowita papuge: Matijasa. Jak jedlismy sniadanie Grzes droczyl sie z papuga i wolal na niego MATEUSZ, MATEUSZ, ktory to Mateusz sie wkurzyl i pozniej pokazywal kto tu rzadzi, wylewal wode, rozwalal ziarna ... niegrzeczny ten Mateusz :-))))
Bylismy dzisiaj na plazy, kapalismy sie w morzu Karaibskim, Grzes opil sie slonej wody.. :-))))
Na razie nie widzielismy zolwi, ale dzisiaj wieczorem ruszamy na wyprawe i mam nadzieje, ze je zobaczymy :-))))
Bardzo nam sie tutaj podoba i ruszamy na dalszy podboj Kostaryki :-)))) Kurde jak tutaj jest fajnie - to najwspanialsze miejsce, ktore widzielismy tutaj, przynajmniej ja :-))))
Wlasnie przed chwila Grzes zjadl najwieksza pizze ze swiezutkimi ananasami, a ja salatke ze swiezymi warzywami i do tego napoje w zmrozonych szklankach. BOSKO chyba jestesmy znow w raju !!!
Na razie z zyjatek widzielimy kolorowe motyle, ktore lataja sobie wszedzie i nie wiadomo gdzie sie pojawia i tak samo szybko znikna :-))) Widzialam takiego jednego w kolorze turkusowym, byl taki piekny, widzialam tez w kolorach teczy... kurcze nie wiadomo kiedy cos pieknego moze Cie tutaj zaskoczyc !!!
Roslinnosc mnie powala na nogi orzechy kokosowe, ktore sa wszedzie na ziemi, przepiekne palmy... ahhhhh trudno to wszystko opisac slowami - tutaj trzeba przyjechac !!!!
Buziaki,
Marta i Grzesio
A teraz kilka zdjec - zdjecia malenkie, ale laczymy sie przez modem.
1. Nasz samolot
2. Marta wsiada do samolotu - to pierwszy samolot ktorym lecielismy gdzie to czlowiek czuje sie duzy w porownaniu do samolotu
3. Lotnisko skad startowalismy
4. Taki widok mielismy z okien
5. A tak ladowalismy
6. A to my na plazy
San Jose
Witajcie ponownie
No i tak jak bylismy przez 10 dni w Gwatemali to nie moglismy sie z tamtad wyrwac a przez ostatnie 36 godzin przejechalismy z Gwatemali przez ladnych tysiac kilkaset kilometrow i jestesmy w San Jose czyli w stolicy Kostaryki.
To pierwsza stolica ktora widzimy przypominajaca bardzo miasta europejskie. Troche jest podobna do miast poludniowej Francji.
Podroz byla dluga i dosc meczaca, klima dzialala caly czas, ale sami juz nie wiemy czy lepiej z klima (choc zimno) czy tez lepiej bez niej (cieplej, ale potwornie duszno).
Obsluga super, nawet 3 razy dali nam jesc podczas tej drogi, wiec nie bylo zle, bo autobus sie nie zatrzymywal wlasciwie w ogole (poza przejsciami granicznymi - ktorych dzis zaliczylismy 3).
Pierwsze wrazenia z Kostaryki - znacznie czysciej niz w poprzednich krajach. Najbiedniej to chyba jednak jest w Nikaraguii - kurcze to ze ludzie tak zyja jak tam to juz naprawde niezly szok.
Kostaryka tez jest znacznie drozsza niz pozostale kraje, ale nadal jest to znacznie taniej niz w Polsce nie mowiac o Europie Zachedniej.
Tak jak sie spodziewalismy w autobusie zobaczylismy kilka kolejnych filmow wstrzasow - z jednym wyjatkiem bylo to Bambi II. Na sam koniec puscili film w wersji anglojezycznej z napisami - o zgrozo okazalo sie ze sa to Znaki z Melem Gibsonem - mielismy juz to "szczescie" obejrzec ten film w kinie.
Udalo nam sie zalatwic poranny samolot do Tortuguero i znow musimy wstac o 4 rano zeby zdazyc. No ale nad brzegiem oceanu zrobimy sobie labe - ciekawe ile wytrzymamy bez daleszego jezdzenia :-)))))))
Przejscia graniczne to niezly hardcore - jesli urzednik nie ma ochcoty sprawdzac bagazy to ich nie sprawdza i wszyscy poslusznie czekaja i nie wazne, ze jest +35 i wilgotnosc jakies 99% a slonce swieci prawie prosto w dol.
W ogole to mam wrazenie, ze choc niby tu ruch na granicach jest mniejszy to tutaj jakos wszystko jest takie rozedrgane i pulsujace. Nie ma rzeczy stalych - wszyscy i wszystko sie rusza tylko nie zawsze do konca wiadomo po co.
No dobra dzis juz konczymy bo jutro o poranku nas juz tu nie bedzie.
Kolejne zdjecia z serialu "LOST III Seria" wkleimy jutro bo dzis pora nas wygania spac.
Buzka dla Wszystkich
Gosiu i Radku - przyro nam z ta pogoda we Wrocku - tu jest prawie tak samo... A no i nie zapomnijcie to my jestesmy SPRITE a Wy pragnienie.
Marta i Grzes
San Salvador
Jestesmy teraz w San Salvador. Zaraz idziemy wymienic bilety, tak, zeby jutro o godzinie 3 w nocy wyruszyc stad i jechac prosto do San Jose w Kostaryce. Przy takim zalozeniu w San Jose bedziemy okolo 9tej wieczorem, czyli caly dzien w autobusie. W tym mamy przed soba trzy granice do przekroczenia:
1) Salwador- Honduras
2) Honduras- Nikaragua
3) Nikaragua- Kostaryka
Dzis jechalismy takim ekskluzywnym autobusem, ze facet wlaczyl klime na maksa, tak ze prawie zamarzlismy....
W autobusie byly tez telewizory i widzielismy dwa filmy, jeden durniejszy od drugiego... Boze jutro chyba zaliczymy z piec takich filmow (tylko sie bija i boksuja, moze tutaj taka moda...)
Generalnie podroz nie byla najmilsza. Koles - niby szef pokladu byl strasznie niemily i pomimo tego, ze obiecal nam, ze bedziemy mogli wyciagnac ciuchy z bagaznika to pozniej zmienil zdanie i nie moglismy. Co wiecej motywowal to faktem, ze musimy sie spieszyc, a na poczatku juz mielismy 30 minut opoznienia. Coz tak to tu jest. Nigdy nic nie wiadomo.
Granica Gwatemala z Salwadorem troche bardziej cywilizowana, niz ta pomiedzy Belize, a Gwatemala, ale w dalszym ciagu niezly hardcore....
Dzis spimy w hotelu w dzielnicy willowej, bardzo porzadne i milo i ku mojemu zaskoczeniu bardzo czysto :-) Mam wrazenie, ze Salwador jest troche bardziej cywilizowany niz Gwatemala. Dzis mijalismy siedzibe Ogilvy - przepiekna willa i cudowna roslinnosc. No niezle chyba im sie tutaj wiedzie :-)))))
Hotelik jest zupelnie nowy i tuz nad biurem firmy Tica Bus ktora nas tak cudownie przewiozla. Ale poniewaz zmieniamy bilet wiec bedziemy jechac z inna ekipa, moze beda milsi.
Za to w hoteliku bardzo milo. Panie obslugujace bardzo sympatyczne i chetnie pomagaja. Chyba milej niz w Gwatemali.
A jeszcze jedna ciekawostka. W gwatemali dzis zmianiaja czas na letni wiec urywaja godzine snu. Udalo nam sie uciec bo w Salwadorze nie ma zmiany czasu. To juz by bylo za duzo. Juz raz w tym roku przeszlismy na czas letni i styka. Wolimy przejscia na czas zimowy. :-))))
P.S. Tato - Rano kupilismy termometr i mierzylismy temperature.. mamy normalana temperature, wiec mam nadzeje, ze nic nie zlapalismy... Tato biore Laremid, jedna tabletke co 12 godzin jak dotrzemy do Kostaryki to zadzwonimy do Was.
Buziaczki od Martusi i Grzesia
San Salvador
Jestesmy teraz w San Salvador. Zaraz idziemy wymienic bilety, tak, zeby jutro o godzinie 3 w nocy wyruszyc stad i jechac prosto do San Jose w Kostaryce. Przy takim zalozeniu w San Jose bedziemy okolo 9tej wieczorem, czyli caly dzien w autobusie. W tym mamy przed soba trzy granice do przekroczenia:
1) Salwador- Honduras
2) Honduras- Nikaragua
3) Nikaragua- Kostaryka
Dzis jechalismy takim ekskluzywnym autobusem, ze facet wlaczyl klime na maksa, tak ze prawie zamarzlismy....
W autobusie byly tez telewizory i widzielismy dwa filmy, jeden durniejszy od drugiego... Boze jutro chyba zaliczymy z piec takich filmow (tylko sie bija i boksuja, moze tutaj taka moda...)
Generalnie podroz nie byla najmilsza. Koles - niby szef pokladu byl strasznie niemily i pomimo tego, ze obiecal nam, ze bedziemy mogli wyciagnac ciuchy z bagaznika to pozniej zmienil zdanie i nie moglismy. Co wiecej motywowal to faktem, ze musimy sie spieszyc, a na poczatku juz mielismy 30 minut opoznienia. Coz tak to tu jest. Nigdy nic nie wiadomo.
Granica Gwatemala z Salwadorem troche bardziej cywilizowana, niz ta pomiedzy Belize, a Gwatemala, ale w dalszym ciagu niezly hardcore....
Dzis spimy w hotelu w dzielnicy willowej, bardzo porzadne i milo i ku mojemu zaskoczeniu bardzo czysto :-) Mam wrazenie, ze Salwador jest troche bardziej cywilizowany niz Gwatemala. Dzis mijalismy siedzibe Ogilvy - przepiekna willa i cudowna roslinnosc. No niezle chyba im sie tutaj wiedzie :-)))))
Hotelik jest zupelnie nowy i tuz nad biurem firmy Tica Bus ktora nas tak cudownie przewiozla. Ale poniewaz zmieniamy bilet wiec bedziemy jechac z inna ekipa, moze beda milsi.
Za to w hoteliku bardzo milo. Panie obslugujace bardzo sympatyczne i chetnie pomagaja. Chyba milej niz w Gwatemali.
A jeszcze jedna ciekawostka. W gwatemali dzis zmianiaja czas na letni wiec urywaja godzine snu. Udalo nam sie uciec bo w Salwadorze nie ma zmiany czasu. To juz by bylo za duzo. Juz raz w tym roku przeszlismy na czas letni i styka. Wolimy przejscia na czas zimowy. :-))))
P.S. Tato - Rano kupilismy termometr i mierzylismy temperature.. mamy normalana temperature, wiec mam nadzeje, ze nic nie zlapalismy... Tato biore Laremid, jedna tabletke co 12 godzin jak dotrzemy do Kostaryki to zadzwonimy do Was.
Buziaczki od Martusi i Grzesia
Cuba Libre w Antigua
Hello,
To znow my z Antigua. Juz w koncu jutro sie stad wyrywamy. Bardzo polubilismy to miasto troche mieszanka Krakowa i Kazimierza :-))) ale juz chcemy stad jechac.
Konino- bardzo sie ucieszylismy, ze Joni ma juz dwa male zabki, no to super !!!! Cieszymy sie, ze masz nowy nalog, kolejny odcinek z serii LOST w Ameryce Srodkowej !!! :-))) Koniu dzieki za komplement :-)))
Iwka- Ja tez juz never ever nie bede pic Malibu z mlekiem, ale tu wybor jest troche maly i raz stwierdzilam, a wezme sobie Malibu... ale nie skonczylo sie to najlepiej. Juz na szczescie zoladek mam na miejscu, ale bylo ostro :-)))
Co do Chinczyka z dymem - ten Pan to SZAMAN :-))) troche nam brakowalo lokalnego stroju,ale to taki nowoczesny szaman... Wyobraz sobie, ze ten kolunio zbiera okolo 200 USD za jeden dzien modlitwy. Zbiera ta kase od kilku rodzin, bo jak juz odprawiac modly to hurtowo i za wieksza kase. No coz Ci to zawsze wiedza jak sie ustawic :-))).... W Kosciele w Chichi bylismy przez chwile na mszy, a tam oprocz ksiedza na ambonie lokalni szamani odprawiaja swoje modly, w swoim jezyku, maja jakies tam swoje male oltarzyki i pala kwiaty, alkohol, przyprawy, raz na jakis czas, podczas specjalnego Swieta uroczyscie morduja kurczaka i pala go, albo pala jego krew... Duzo dymu... W czasie naszej podrozy dowiedzielismy sie wlasnie duzo takich ciekawych rzeczy, ktorych ludzie robia na swiecie. Aha jeszcze chcemy dodac, ze Majowie maja swoich Majowych kilkunastu Bogow, a Jezus jest kolejnym, tzw. dodatkowym... :-))) krotego tez uznaja, ale jako dodatek...
Dzieki temu, ze Grzesio zna hiszpanski, dowiadujemy sie wlasnie takich ciekawostek.... Niektorzy szczegolnie mlodzi gadaja calkiem niezle po angielsku, ale jest ich malo....
Jesli chodzi o nasze dalsze plany:
Niestety Pani nam powiedziala, ze nie ma miejsc w autobusie o 4tej rano i jedziemy troche inaczej. Wyruszamy stad jutro o 11tej i jedziemy do San Salwador i tam nocujemy, po czym nastepnego ranka ruszamy do Managua w Nikaragua.
Buziaki,
Marta i Grzesio
Nasza ukochana Antigua ;-)
Znow piszemy z Antiqua.
Wczoraj uraczylam sie Malibu z mlekiem, nie polecam nikomu pic czegokolwiec z mlekiem w Gwatemali i chyba w calej Ameryce Srodkowej, to co przezywalam dzisiaj rano to juz na szczescie historia, ale bylo ostro....
TATO - moze od dolu, drogi pomiedzy miastami raczej asfaltowe, ale czasami zdarzaja sie tez tylko ubite, w miastach raczej bruk, ale sa tez miejsca z ubita ziemia. Domy, kafajki, hotele maksymalnie poz dwa pietra, bo inaczej prawo nie pozwala, ze wzgledu na trzesienia ziemi, ktore sa tutaj reguralnie co pare lat. Jets to spowodowane uskokiem Swietego Andrzeja (to jest uskok, ktory sie ciagnie od Californi do Panamy). Jesli chodzi o jedzenie to jest czasem tak doskonale, ze kosmos, ale ilosc frijoles, czyli fasoli, ktora oni tutaj porzeraja to szok, wszytsko jest z fasola, czekamy tylko na menu, w ktorym rowniez lody beda z fasola :-)))
dzis rano Grzes chcial sie wykapac i caly czas leciala zimna woda, w recepcji nasz zaprzyjazniony Rolando powiedzial mu stary odkrec lewy kurek i juz masz ciepla wode, Grzesio bidulek trzy razy sie rozbieral i ubieral, bo caly czas dalej leciala zimna, az w koncu Rolando odwiedzil nasz pokoj i ze stoickim spokojem powiedzial, Sorry stary u Was w pokoju to prawy kurek jest z ciepla woda. ha ha ha bardzo smieszne, tak wlasnie jest w tej Gwatemali, pelen luzik i nigdy noie wiadomo jak proste rzeczy moga sie troszku pokomplikowac :-))
No dobra no to na tyle, a teraz kilka fotek:
Buziaki,
Marta i Grzesio
Antigua - reloaded !!! :-)))
Hello znow z Antigua,
Dojechalismy do Antiqua. Koniec zakupow, nie wiem ile razy dzisiaj wymowilismy slowo Gratias (caly czaspodchodza tu do turystow babki Majki, dzieci, faceci, generalnie wszyscy, ktorzy chca sprzedac to co maja, nawet Grzesiowi jeden facet oferowal monety z 1865 roku, mozna tu kupic wiele ciekawych rzeczy... jak Grzes zapytal z ktorego roku sa te monety to facet powiedzial, ze nie wie bo nie dowidzi :-)))
Siedzac w kanjpce na obiedzie dalismy puszke PEPSI jednemu biednemu chlopcu, no i roznioslo sie po calym miasteczku, ze w tej knajpce turysci rozdaja puszki sody, po czym przybiegaly do nas dzieiciaki i mowily PEPSI para mi, para mi...
Wlasnie przed chwila wyslalismy paczke, na ktora wlasnorecznie nakleilismy 118 znaczko. Cale szczescie, ze nie kazali nam naklejac ich naszymi jezyczkami, tylko Pani na poczcie dala nam klej ! :-))) Uff na prawde mi ulzylo, bo niezle sie przestraszylam, wczesniej jak wysylalismy paczke to Pani na poczcie sama naklejala znaczki, ale nie tym razem... i tak to jest w tej Gwatemali, nigdy nic nie wiadomo :-)))
AGA- jednak jedziemy do zolwi do Kostaryki, kupilismy wlasnie bilety do Managua w Nikaragui, jedziemy przez Salwador i Honduras, a potem zolwie na Tortuguero. Chcemy zobaczyc jak Pani zolwica wazaca dwie tony sklada jajeczka :-)))
Przed chwila chcelismy dzwonic do rodzicow po kolei do jednych potem do drugich, ale zdalismy sobie sprawe, ze jest juz po drugiej w Polsce, wiec stwierdzlismy, ze nie bedziemy Was budzic :-)))
Jutro wloczymy sie po Antigua dopiero w sobote wyjezdzamy. Jutro tez zadzwonimy do rodzicow jakos w ciagu dnia :-))) dopiero w sobote wyjezdzamy, bo Pani, ktora nam sprzedala bilet musi pojechac do Gwatemal City, zeby kupic nam bilety...
RUDZKIE & KONIE - Mamy dla Was niezle gifty. Mamy nadzieje, ze bedziecie zachwyceni :-))), bo my jestesmy zachwyceni naszymi zakupami.
IWKA- dzieki za info odnosnie chrztu. Tu jest tak religijnie, ze wrocimy chyba jeszcze swietsi, niz bylismy. Nie wiem czy Grzes powtrzyma sie, zeby nie grzeszyc :-))) Grzesio juz sie nie moze doczekac, az bedzie trzymal Hanke do chrztu :-)))
MAMO & TATO- kupicie prosze swiece gromniczna do chrztu Hanki. Z gory dzieks :-)))
P.S. Smelini mam nadzieje ze z nimi wytrzymujesz :-))) i ze juz sie bardzo wyluzowalas :-)))
Jutro po raz pierwszy wstaniemy bez nerwa, ze trzeba cos zwiedzac, gdzies jechac, zdarzyc na jakis transport. Spimy do oporu, a dzis balujemy w lokalnych knajpkach. Jeszcze nie wiemy czy Cuba Libre, czy Pinakolade z ananasem, czy tez cos innego :-)))
No to tyle z kolejnego odcinka LOST !!!
Caluski dla wszystkich,
Martita & Goito, bo tak nas nazwal wlasciciel hotelu, w ktorym dzisiaj spimy :-)))
Wlasnie puscili nam muze Bajla hi, bajla hi, ... halo salut... hajduk - ten rumunski przeboj zeszlego lata. Aha i jeszcze jedno tutaj ELVIS ciagle zyje jest traktowany na rowni z Che Guevara !!!!! Niezla jest ta Gwatemala, juz troche tu spedzilismy czasu, ale caly czas nas zaskakuje!!!
ZDJEC NIESTETY NIE MA BO KOMPUTER NIE MA PORTU USB, ALE JUTRO NA PEWNO COS WRZUCIMY :-)))
Chichi - zakupy ;-)))
Zrobilismy mega zakupy w Chichi i zaraz ruszamy do Antigua.
Widzielismy tutaj prawdziwe rytualy Majow, niezly czad stoi koles z babka przed kosciolem i machaja puszka, z ktorej ulatnia sie czarny smog.... Schody i sciany kosciola sa tak oczadzone od tego dymu, ze gdzieniegdzie sa cale czarne... to bylo wczoraj wieczorem.
Dzis z kolei widzielismy rytualy Majow w lesie, na kamieniu, na ktorym sie sklada ofiary, to sie naywa Pascal Abaj, bylismy tez w muzeum masek majow.... Maja tego cale mnostwo. Na zakupach cala masa kolorow, nie wiadomo na co patrzyc, a jak tylko sprzedawca zobaczy ze jestes zainteresowany nie pozwala odejsc z pustymi rekami. No i tyle tego nakupilismy, ze wysylamy z Antigua kolejna paczke do Legionowa ;-))) Mami odbierzcie, nie ma tam marychy, sa pamiatki i kilka ksiazek ;-)))
Przed chwila spotkalismy w kanjpie Polakow, niezly szok uslyszec tutaj jezyk polski... ;-)))
Tak jak pisalam jedziemy zaraz do Antigua, a stamtad jednak ruszamy do Kostaryki. Hej przygodo ;-)));-)));-)))
P.S. Radek i Gosia- no to super, ze znow w tv jest LOST juz sie nie mozemy doczekac, az bedziemy ogladac kolejne odcinki ;-)))
PS. AGA - dzieki za pomoc przy wyborze sandalow sa genialne i bardzo wygodne.
PS - BOLSiaki - odezwijcie sie w koncu - zamkneli was, odcieli internmet, czy macie tyle pracy - nie wierze - ha, ha, ha
Buziaki dla wszystkich,
Marta i Grzes
Kilka spostrzezen ogolnych.
Po pierwsze - jest tu jednak w miare bezpiecznie - zadnej nieprzyjemnej przygody jeszcze nie mielismy - Oby tak bylo do konca
Po drugie - Gwatemala sie strasznie zmienia - w miejscach gdzie jest duzo turystow zaczynaja powoli mowic po angielsku i knajpki zaczynaja byc czyste. Moze nie jest to standard europejski, ale jednak juz gdzienieddzie zmieniaja obrus po kazdym gosciu.
Po trzecie - tu sie strasznie duzo buduje - troche dziwnie bo te budyki musza wytrzymywac trzesienia ziemi, wiec nie sa jakies ladne, ale coraz ladniejsze
Chichi
Dotarlismy dzisiaj do Chichi z Panajachel. Bylo bardzo goraco, plywalismy lodka po jeziorze, ktore jest ogromne, powstalo w kraterze wulkanu, niezly czad !!! W San Pedro de Lago Grzes kupil piekna rzecz, ale nie powiem co bo to niespodzanka dla jednej osoby, ktora na pewno czyta nasze relacje, w kazdym razie utagowal polowe. Moj dzielny zuch !!!
Slonce tak nas dzisiaj spalilo, ze wygladamy jak dwoch indian, skora nas piecze niemozebnie. Pogoda sie bardzo poprawila, wiec jeszcze sie wahamy co robic czy jechac do Kostaryki czy do Meksyku....
No zobaczymy, jutro w kazdym razie jedziemy z Chichi do Antigua i zobaczymy, bo tam juz musimy sie zdecydowac.
Jutro raniutko o jakies 6tej, zobaczymy jak wstaniemy, wybieramy sie na zakupy !!!! Huraaaaaaaaaaaaa pwenioe wyslemy nowa paczke do Polski. Mamo i Tato z Legionowa jedna paczka juz poszla na Wasz adres, wiec sie nie zdziwcie odbierzcie, nie ma ta zadnej marihiany ;-))))) A propos dzisiaj tez nam oferowali drugi, najlepsze.....;-))))) Rozmowa wygladala tak;
Mamy tu dla Was rowery, kajaki, trakking, handikrafty, no i mamy dla Was tez gandzie, tanio, bardzo dobry, SPRAWDZONY STUFF ;-))))) Cena 16 pln za 6 papierosow.
Iwka- jesli chodzi o te napoje, ktore tak uroczo wygladaj na fotce, to one jeszcze lepiej smakuja niz wygladaja. To byly mixy owocowe; banan, papaja, ananas, mango, jogurt i lod. MNIAMIIIII pychota !!!! Iwka chetnie bysmy zobaczyli zolwie, ale kurde jak bedzie tam padac to troche slabo.... no zobaczmy jeszcze sie wahamy...
Dolores- to bardzo fajnie, ze pracujesz mna moj ZUS ;-))))) Dzieki,moj zuchu pracuj tak dalej to dostaniesz order od Superchucka !!!! Order usmiechu oczywiscie.
Judy, Klaczek, Asia- We have such a great vacation, that we are staying here!!! We met a lot of Americans who invested money here, and now they are quite well ;-)))))
Rudzkie- w koncu do nas napisaliscie!!! Pietrek dobrze, ze pomyslales i dodales ta jedna literke zuch chlopak, czekamy na dalsze komentarze.
Ania, Krysia, Staszek, Staszek- pamietamy o Was i jak wrocimy to napijemy sie Cuba Libre w Mielcu oraz w Legionowie, alebo w Myszadlach ;-)))))
W o gole to jest nam bardzo milo, ze czytacie nasze reklacje z podrozy i je komentujecie, dzieki wszytskim,
Marta i Grzesio
DECYZJA !!!
Podjelismy decyzje ruszamy na polnoc, odpuszczamy poludnie Ameryki Srodkowej ze wzgledu na pogode....
Jutro jezioro Atitlan, pozniej Chichi, dalej ruszamy na polnoc do Meksyku, pozniej do Belize....
Marta i Grzesio
lago de Atitlan Panajachel
Dotarlismy dzisiaj z Antiqua do Panajachel. Wyobrazcie sobie jak tutaj jechalismy zobaczylismy ze wlasnie tutaj przed chwila spadl snieg. K..wa slowa nie powiemy, nizle nas to zmarwilo, fajne wakacje... Piszesz Iwka, ze w Polsce jest 25 stopni, a u nas gdzieniegdzie snieg. Wynosimy sie stad !!!! Zaraz sprawdzamy pogode w Managua w Nikaragua i popylamy do tam gdzie nizej i upaly nonstop. Tutaj jutro rano bedzie pewnie upal, ale w okolicach 4tej zaczyna niezle padac :-((( w koncu to gory...
Teraz jestesmy na okolo 2 tys metrow, jutro bierzemy wycieczke na jeziorze, w okolo wulkany pewnie bedzie pieknie jak nie bedzie padac... Jutro tez sprobujemy sie dostac do Chichi, tam gdzie jest najwiekszy i najpiekniejszy targ lokalnych pieknosci..., zwiedzamy Chichi i popylamy spowrotem do Antigua, a stamtad albo do Cancun w Meksyku samolotem, albo bezposrednim autobusem do Nikaragua... zobaczymy zaraz na internecie, czy pora deszczowa sie wlasnie zaczela, czy tez ten deszcz to tylko gory...
No to see U, troche nam sie zepsuly humory, ale jutro mam nadzieje wstaniemy rano i bedzie pieknie...
Buzia,
Marta i Grzesio
Antigua + Pacaya
Wczoraj bylismy na wulkanie bylo bardz fajowo :-) O jak bylo SUPCIO !!!
Poniewaz dziewczyna z Gwatemali, ktora spotkalismy w Tikalu mowila nam bierzcie konia, i jedzcie na nim do konca, nie idzcie na piechote, bo tam jest na prawde stromo i wyzioniecie ducha zanim tak wejdziedzie !!!
No i stalo sie ja wzielam bialego rumaka, a Grzes wzial 3 letniego zrebaka, ha ha ha
Jazda na koniu byla niezlym czadem!! Potem sie wymienilismy z Grzesiem na konie, bo mi sie zal zrobilo biednego zrebaczka, ktory dzwigal Grzesia. Dojechalismy na wulkany widzielismy czerwona lawe, czyli tak naprawde magme (bo lawa to jest to co juz zastyglo) bylo niezle goraco od wulkanu.
Grupka turystow zeszla naprawde nisko i odpalali fajki od wulkana. Nam niestety padla zapalniczka i kogo kolwiek nie zapytalusmy o ogien, mowil no przeciez tam na dole macie ogien , ha ha ha bardzo smieszne.
Pozniej wracalismy znow na koniach i mijalismy upoconyvh usmiechajacych sie turystow. Moj zrebak w drodze powrotnej prawie zaryl zadem o ziemie (kurde chyba od tego zarcia tu przytylam), ale na szczescie sie nie wywalil. Uff troche mnie nerw zlapal !!!!
Wczoraj tez zwiedzalismy miasto Antiqua. Nasz przewodnik zabral nas do fabryki jade - to taki bardzo piekny kamien, akurat krecili tam film z Discovery Channel mam takie same ujecia jak profesjonalisci, ha ha ha
Poizniej Grzesio oczywiscie zanabyl dla mnie piekny naszyjnik z wisiorkiem z owego kamienia :-)))
Zwiedzalismy sporo kosciolow, miejsca w ktorych byl Jan Pawel II tutaj na fakt ze jestesmy Polakami ludzie prawie padaja przed nami na kolana, to niesamowite. Wlasciciel hotelu w ktorym mieszkamy nawet powiedzial ze Grzesio jest podobny do papieza w mlodosci :-)))
Dzis zwiedzalismy okoliczne wioski pod Antiqua, miasteczko, w ktorym zyja potomkowie Majow, nigdy w zyciu nie widzialam tak kolorowego targu, owoce, lokalnie recznie robione suknie, bluzki, szale, torebki i inne pierdolki... cos niesamowitego, pozniej odwiedzilismy fakbryke kawy, przewodnik pokazal nam jak sie robi Gwatemalska kawe... oczywiscei poprobowalismy , jest bardzo dobra nie za kwasna, taka w sam raz!
Zaraz udajemy sie do Panajachel... stamtad tez bedziemy pisac o naszych dalszych wyzwaniach i przygodach.
JUDY, KLACZEK, ASIA, DOLORES, PATI, BAMBO- We miss U too :-))))
P.S. Justyniu i reszta konskiej stajni- Dbamy o siebie nie martwcie sie, jest niezle :-))) Ta wycieczka na dlugo pozostanie w naszych glowach. Grzes juz wspomina o tym, ze fajnie byloby zobaczyc Azje :-))) Ha ha ha...
P.S. Tato Grzes popyla po hiszpansku jak zly, ja juz tez sie domyslam o czym on gada :-))) Grzes mowi ze jest prawie identyczny ja w Peru, tylko kilka slow jest innych.
P.S. Bambo- TAK WLASNIE SIEDZIMY W Mielcu na tarasie i trzaskamy foty z blueboxa, Grzes wieczorami obrabia je w Photoshopie i tak w kolko :-))))))
Zajebista pogoda w Mielcu, ciekawe czy na prawde macie wiosne w Warszawie ?
Kilka fotek
Pozdrawiamy
Marta i Grzes
Antiqua
Wreszcie dotarlismy do Antiqua !
Dziejszy dzien caly a wlasciwie duza jego czesc podrozowalismy,aby przemiescic sie z obskurnego na maksa miasta Coban do Antiqua.
Jechalismy najpierw autobusem,mial miec klime i mial sie nigdzie nie zatrzymywac,mial byc zajebiscie ekskluzywny,ale jak to w Gwatemali zatrzymywal sie chyba z 40 razy i zgarnial ludzi. Tam gdzie kupowalismy bilety mowili nam tak tak ten autobus jest DIRECTO, czyli bezposredni byl taki directo, ze niech go szlak trafi....
Poznalismy Szwedke, pochodzenia Libanskiego oraz Matta z Arizony.Dostalismy sie w koncu do Gwatemala City,najbardziej niebezpiecznego miasta na swiecie, wiec chcielismy z niego tak szybko uciekac jak to tylko mozliwe. jak tylko wyladowalismy nadworcu Szwedka zalatwila takse i pojechalismy w miejsce z ktorego odchodza autobusy do Antiqua,na miejscu okazalo sie ze to sa tylko school busy, bylam przerazona,na co zdziwiony Matt mowi, stad tylko taki transport odchodzi do Antiqua,nie mielismy wyboru mysle sobie no dobra to juz koniec, ale nie bylo wyjscia wsiedlismy. Autobus ktory miesci jakies 40 osob zabieral chyba w sumie okolo 60. Ci ludzie sa tutaj z gumy do jednego school busa laduja ludzi niemalze pod sufit :-)
Szybko zajelismy tyle siedzenia. Matt byl tak wyluzowany, ze wcale nie rozumial dlaczego ja sie tak denerwuje :-) No jasne on tu w koncu pracuje i siedzi juz od stycznia, przemieszcza sie tylko po krajach Ameryki Srodkowej. Kurde za 3 miesiace pracy Matt zarabia 400 bucksow, troche slabo.... ale jest bardzo zadowolony. Pracuje na jakichs budowach...
To niesamowite jak dziwnych i zupelnie roznych ludzi z calego swiata sie spotyka na takich wycieczkach...
W sumie jak na podroz school busem to bylo calkiem niezle jakas parka sie migdolilana siedzeniu, itd... na pewno na bardzo ta godzina podrozy pozostanie w mojej pamieci no i mielismy okazje zobaczyc miejscowych ludzi w otoczeniu dla nich bardzo typowym, bo oni caly czas popylaja tymi autobusami....
No i wkoncu dotarlismy jestesmy w Antiqua. Bardzo mi sie tutaj podoba niesamowite miasteczko,jutro ruszamy na podboj Panajachel, czyli wulkanow, niestety musimy wstac bardzo wczesnie, bo o 6tej odchodzi nasza wycieczka...Co za wakacje caly czas wlasciwie rano wstajemy ale jestesmy wypoczeci, jest super !!!
Wlasnie jedlismy kolacje w bardzo romantycznym miejscu,tutaj restauracje i kanjpki sa bardzo romantyczne,przypominaja mi wloskie knajpki w polaczeniu ze stylem kolonialnym jest bombowo !!! Jest supcio,o jak tu jest supcio :-)))) O kurcze naprawde tu jest supciozakochalam sie w Antiqua... :-))))
Mami jutrosprubujemy zadzwoic zestacjonarnego, bo komoratutaj strasznie jest droga impreza.... Zobaczymy jak nam sieuda ze stacjonarnym...
No to na tyle buziaki,
Marta i Grzesio
Dzis specjalnie dla Was pisala Marta :-)
To teraz Grzes zalaczy kilka zdjec
1. Marta i Grzes w Tikal w tle Swiatynia numer 1 nazywana Swiatynia Jaguara
2. Tikal noca - slaba jakosc, ale nie mam jak otworzyc nefa
3. Zdjecia z Semuc Champay
Marta i Grzes
RAJ NA ZIEMI !!!!
Dzis mielismy okazje przezyc tyle wrazen, jakich malo ....
Bylismy w raju na ziemi !!!!
Ale od poczatku...
Najpierw pojechalismy do fantastycznego miejsca Semuc Champay, a potem do Lanquin.
W Semuc Champay wspinelismy sie najpierw na bardzo stroma gore, zeby zobaczyc ten cud natury z lotu ptaka...
Wspinalismy sie wspinalismy sie wysilek przeogromny, pot zalewal nam oczy, jeszcze na zadnym fitnesie sie tak nie zalatwilam :-) az w koncu jak gdyby nigdy nic zaczelio sie hej przygodo. Zmordowana przeogromnie wspinalam sie po skalnych bardzo stromych schodach, i nagle Grzesio krzyknal UWAZAJ WAZ, ja go oczywiscnie nie zauwazylam, bo kto do dzungli nosi okulary :-) W tym momencie cala dzungla uslyszala krzyk Marty M. !!!! A waz tak sie przestraszyl, ze z predkoscia swiatla pomknal w dol ! :-) Byl bardzo piekny brazowy, a grzbiet koloru zielonego nic dziwnego, ze go nie zauwazylam, wtopil sie w ziemie i bardzo spokojnie wygrzewal sie na sloneczku !!! Jedna moja noga stala jakies 5 centymetrow od niego wtedy gdy Grzes krzyknal, moja druga noga byla wlasnie nad nim, prawie na niego nadepnelam.... :-):-) No i oczywiscie odskoczylam jak oparzona i krzyknelam, a raczej bardzo glosno wrzasnelam, no i tyle weza widzielismy. Okazalo sie ze gdyby mnie ugryzl koniec naszych przygod przezywalibysmy w szpitalu. No dobra trzeba bylo isc dalej. No i szlismy na trzesacych sie nogach, sokolim juz wtedy wzrokiem wypatrywalismy nastepnych temu podobnych okazow, ale to bylo juz koniec spotkan z wezami... (waz mial jakies 1,5 metra, wiec nie byle jaki )
Dotarlismy w koncu zmordowani i caly czas z trzesacymi sie nogami na MIRADOR, czyli punkt widokowy i oniemielismy z wrazenia. Pomyslalam O MY GODNESS istnieje raj na ziemi !!! Cos niesamowitego!!! Przepieknego koloru blekitna rzeka z mnostwem wodospadow i polek skalnych, na ktorych woda zwalniala tempa... Coz bylo naprawde pieknie !!!! Bylo warto sie tak wysilic, zeby to zobaczyc.
Pozniej zeszlismy w dol i podeszlismy do owych pieknosci natury, z bliska wygladaly jeszcze piekniej. Brak slow zdjecia opisza to z pewnoscia duzo lepiej niz ja slowami...
No coz wskoczylismy do cud koloru wody i kapalismy sie w raju. Bylo to niesamowite wrazenie dookola dzungla, wodospady, a my sobie plywamy w niebieskiej fantastycznej wodzie !!!! ZYC NIE UMIERAC !!! :-):-):-)
Pozniej zjedlismy obiadek, ktory mial dla nas Alfonso nasz kierowca oraz przewodnik. W zestawie bylo kilka cukierkow wiec ochoczo oddalismy je dzieciakom. Przezywaly taka radoche, ze tego tez nie da sie opisac. Tu jest naprawde taka bieda, az piszczy. Ale za to ludzie sobie bardzo pomagaja podwoza sie jak tylko moga sobie pomoc tak sobie pomagaja. My caly czas na tzw. pake naszego samochodu zabieralismy jakichs ludzi to kobiety z owocami, to jakichs mezczyzn, ktorzy szukaja zagubionych turystow po dzungli, itd... Jest tutaj bardzo mila atmosfera. Przyjezdni nas troche traktuja jak atrakcje turystyczna :-):-) podchodza zagaduja, jest bardzo milo, wszyscy sobie pomagaja.
Pozniej pojechalismy do Lanquin. Tam nasz Alfonso zabral nas do grot. O kurczaki zrobily na nas ogrome wrazenie, przepiekne jaskinie z fantastycznymi tworami skalnymi, nawisami o przeroznych ksztalatach . Niektore nawisy maja swoje nazwy dziewica, zaslony, wieza, kondor- to akurat nie byl nawis skalny, tylko malowodlo naturalne, generalnie bylismy pod wrazeniemwielkosci tych grot. Sa naprawde ogromne !!!
Z Lanqiun ruszlismy do naszego krolestwa w Coban- tej dziurze, o ktorej juz pisalismy, ze nie chcemy tu zostac ani jednego dnia dluzej, ale tak wyszlo, ale bylo warto!!! :-)
Pozegnalismy Alfonso 20 USD napiwkiem i chlopak byl w niebie prawie calowal as po rekach.
Aha zapomnialam dodac, ze moj maz zanabyl sobie droga kupna MACZETE, nie mam pojecia jak ja przewieziemy z samolocie, ale zobaczymy :-):-) Cieszyl sie jak maly chlopiec z tej maczety. Zuch !
No to tyle wrazen, bo jestesmy wslasnie po ktoryms z kolei Cuba Libre i slabo mi sie pisze, a Grzes kupil cala butelke rumu, wiec zegnam wszytskich bardzo czule,
Marta i Grzesio.
Pisala dzis dla Was Marta, a zaraz siada Grzesio
PS. ADAS - MISJA WYKONANA
Dzien w moich oczach w telegraficznym skrocie
Najpierw jechalismy a pozniej szlismy pod gore, pot lal mi sie po plecach tak, ze nie wiedzialem jak sie nazywam. Taszczylem na gore moj ¨"WSPANIALY SPRZET" w mojej wspanialej torbie o ktorej juz pisalem. Dodatkowo jakis "maly" plecaczek. O ja, myslalem, ze bedzie sympatycznie a bylo hadkorowo.
Pozniej byl waz. Juz pewnie przeczytaliscie. Drania wypatrzylem doslownie jak Marta nad nim przechodzila a jej stopa byla o 5 cm od jego paszszy. O fuck - o malo sie ze strachu nie zesr.... a moze powinienem napisac, ze kakao mi sie zmarszczylo. :-)
Potem Raj - moczylismy nasze siedzenia i plywalismy w turkusowej wodzie. No gienialnie, ach szkoda gadac, brakowalo tylko jakiegos sympatycznego C2H5OH.
Pozniej groty - no massssssakra. Sa tak wielkie, ze szczeki nam kompletnie opadly.
Wreszcie po drodze zapytalem naszego przewodnika gdzie mozna kupic prawdziwa maczete, nie taka dla turystow ale najprawdziwsza maczete jaka uzywaja do zbierania bananow i karczowania.
No i mam ja. Piekna z recznie robionym pokrowcem.
Widzielicie Killerow 2 i Killera z ameryki poludniowej. Obudzil sie we mnie duch "TENGO QUE MATAR - MUSZE MORDOWAC" Jest piekna, po prostu wspaniala. Ciekawe co na maczete powiedza amaerykanie jak sie bedziemy przesiadac w Miami?
Nam jest juz dobrze bo zalatwilismy juz 1/3 butelki rumu.
Jutro jedziemy do Panajachel i pewnie tez cos napiszemy albo i nie bo nigdy nie wiadomo czy w danym miejscu jest internet czy go nie ma...
A smsow tez nie macie co wysylac bo nie dochodza do nas. Tak tu jest my mozemy wysylac ale do nas nie docieraja.
BRU - to MY JESTESMY SPRITE, pragnienie siedzi w Wawce - ha ha ha
A te kilka slow napisal dla Was Gregorio Macheta Skowron-Moszkowicz
Pa
PS to all - Jaka szkoda, ze Was tu z nami nie ma .................
Tikal i Coban
Szanowni Panstwo,
Dzizas, dzieki za komentarze - wszystkie czytam i bardzo nas ciesza. :-)))) czuc, ze internet to potega.
Bylismy w Tikalu, zwiedzalismy ruiny Majow, na prawde robi mega wrazenie !!! Zmienilam zdanie jesli Cuba Libre i papierosek to tylko w hotelowym basenie w Tikalu, az sie zle czuje jak to pisze, sami wiecie dlaczego... No coz, ale skoro juz zaczelam ten temat, to...
Basen przepiekny pod palmami, oswietlony, gdzieniegdzie male fontanny. I migdolaca sie para w nim ludzi, no coz taki klimat !!! :-) Okazalo sie, ze chlopak jest na 4 miesiecznych wakacjach. Hiszpan, pracuje w wiezieniu. ALE W WIEZIENIU NA TENERYFIE !!! :-) No dobra to tyle o basenie, bo wiecej szczegolow zostawiam w tajemnicy, nie musimy w koncu tu wszytkiego Wam pisac !!! :-)
Jak tylko przyjechalismy do Tikalu, wybralismy sie na ogladanie zachodu slonca, wspielismy sie na jedna ze swiatyn i zamarlam, nogi ugiely sie pode mna jak tylko spojrzalam w dol...
Potem Grzesio zapytal przewodnika czy jest mozliwe zrobienie zdjec w nocy, nocy i zgadnijcie co oczywiscie przewodnik po tym jak wzial od Grzesia jakies 50 USD zgodzil sie ochoczo... Jednak jak wracalismy z zachodu slonca rozmawialiscmy z para ludzi. Dziewczyna z Gwatemali, chlopak z Kuby, teraz mieszkaja w Miami na Florydzie i bardzo nas przestraszyli mowiac, ze to jest dosc niebezpieczne. No i mnie oczywiscie strach zjadl i podziekowalismy przewodnikowi, no i zaczelo sie przewodnik do mnie dlaczego Pani kochana mi nie chcesz zaufac, nic mu sie nie stanie, ja jestem odpowiedzlaimy czlowiek, w tym zawodzie pracuje juz 17 lat, itd, itd. Jednak nie dalam sie przekonac strach przed jaguarem, puma, wezami zjadl mnie do szpiku kosci... Wrocilismy do naszego romantycznego pokoiku i nagle puk puk to byl nasz Alberto, mowi zabiore Was tam samochodem. No dobra zgodzilam sie !!! Pojechalismy z latarkami samochodem na glowny plac ruin. Jak tylko zgasly siwiatla samochodu zrobilo sie ciemno jak w d..pie!! No dobra idziemy przed swiatynie. To co Grzesiowi udalo sie zlapac aparatem to niezly czad!!!!! Grzes ustawil jakis dlugi czas naswietlania, a my z Alberto, jego mali pomocnicy malowalismy swiatle latarek swiatynie !!!!
No dobra bylo warto, mam nadzieje ze fotki tez wyjda fajne, bo na prawde sie balam !!!
Rano mielismy wstac na wschod slonca, balam sie, ze zaspimy, ale jednak ok 3ciej obudzily nas okropne wrzaski, krzyki dzikich zwierzat!!!!! Wtedy poczulam, ze spimy w hotelu niemalze w srodku dzungli!!
No dobra okazalo sie, ze to nie pumy, ani jaguary tylko malpy.
NIe wiem jak na tej dziwnej klawiaturze sie robi usmiechy, wiec tam gdzie jest wykrzynik tam mial byc usmiech.
Wschod slonca kosztowal nas wiele wysilku, ale bylo warto poczulismy nosem oraz sluchem prawdziwa dzungle. Podczas wedrowki na pierwsza ze swiatyn szlismy z latarkami. Wdrapalismy sie po chyba 100000000 schodach na jedna ze swiatyn i zamarlismy, dookola roztaczal sie widok dzungli, gdzieniegdzie sterczaly czubki swiatyn, cos niesamowitego.
Potem wedrowalismy po innych swiatyniach. Jedna byla tak stroma, ze jak tylko wdrapalismy sie na gore, ja przykleilam sie do sciany, nogi ugieli sie pode mna!!!!!!!!!!
Widzielismy wiele cudownych, kolorowych i smiesznych zwierzat!!! Malpie rodziny, male malpki, tate malpiego, mame malpia, maple w ciazy, itd. Cala brygada szla jedna za druga i czasami rzucala w nami czyms z drzew... Widzielismy tukany, jednego z najpiekniejszych, zeby bylo sieszniej nazywa sie KEEL BILL, nie mylic z filmem Tarantino !!!:-) o juz wiem jak sie robi usmiech. Inne zwiarzeta, ktore udalo nam sie spotkac to byly, jakies dziwaczne stworzenia jakies skrzyzowanie mrowkojada z wieworka, mega smieszne stworki... widzielismy tez cos na ksztal indyka, ale przepieknego, kolorowego, wydawal z siebie jakies dziwne dzwieku, takie jak bebny... no i oczywiscie cala mase ptakow... glownie papug :-)
Po Tikalu wyjechalismy do Flores, a stad do Coban, z ktorego wlasnie pisze. Po drodze mijalismy male wioseczki Jezu jak tu ludzie zyja... bieda az piszczy z kazdej strony. Mysle ze taka wycieczka uczy bardzo duzo pokory do zycia !!!
Po drodze zjadlam jakies miejscowe jedzenie i niezabobrze zareagowal na nie moj zoladek, ale co tam !!!!!! juz jest lepiej. Teraz siedziemy sobie w kafejce internetowej i popijamy Cuba Libre. Tak tak, ten magiczny napoj jest lekarstwem na wszytsko !!! :-)!!! :-)
Miasto Coban jest okropne, brudno, smierdzi i wogole stad zaraz zmykamy, traktujemy je jak przystanek...
Dla wszytkich pneumokokow i nie tylko pisalam dzis ja,
Marta
Ale Grzesio siedzi tutaj kolo mnie i tez wszytkich pozdrawia serdecznie.
Buziaki,
Marta i Grzesio
Teraz ja.
TO MY JESTESMY SPRITE a Wy pragnienie :-)
Musze powiedziec, ze mam mega odwazna zone, ktora mnie kocha nad zycie bo wyprawa w cienma noc do dzungli zeby robic zdjecia oswiatlacaj cale swiatynie latarka to nieziemski wyczyn.
Nikoniarze - dzieki za podpowiedziana technike malowania swiatla. Bylo tak ciemno, ze po pierszej przymiarce i naswietlaniu przez 30 sekund na zdjeciu wyszly 3 gwiazdy a swiatynia byla czarna plama kompletnie nie odrozniajaca sie od tla. Zdjec na razie nie bedzie bo komputer nie ma portu USB :-(
No i sie zaczelo postawilem aparat na statyw czas nasiwetlania 100 sekund i malowanie latarkami calych budowli swiatyn 1 i 2 oraz polnocnego akropolis.
Nieziemska jazda szczegolnie, ze do okola nas dzika dzungla a my z latarkami jakby nigdy nic malujemy swiatynie. Przewodnik jak zobaczyl zdjecia to malo sie nie posikal.
A i jeszcze jedno - gwatemala to kraj w ktorym kompletnie nie jest potrzebny samochod terenowy do jezdzenia po dzungli. Starenki Nissan Sunny dal rade choc z Marta mielismy powazne watpliwosci czy nie skonczy sie na pchaniu tego samochodu.
Coban to dziiiiiiiiiiiiiiiiiiiura jakich malo. WIejemy stad jak tylko sie da. Jeszcze do konca nie wiemy gdzie jedziemy dalej ale pewnie przez Guatemala city do Antigua.
Pisalem juz ze my jestesmy SPRITE a WY pragnienie??? !!! :-)
Lovvvvvvvve ya guys.
JUDY & KLACZEk - untill yesterday Marta thought she is not affraid of heigh. SHe changed her mind after climbing few of the temples. One was crasily steep.
Anyway - please have one cuba libre for us.
BOLSiaki - oj szkoda ze was tu nie ma.
Jutiku - oj bierzcie Jaska w troki i jedzcie gdzies gdzie kazda chwila to odktycie.
Pa pa pa
ALesmy sie rozpisali.
Marta i Grzes
Flores- Gwatemala Cuba Libre tytlko tutaj w Restauracji pod ksiezycem !!!!
Jestesmy teraz we Flores. Dotarlismy tutaj wczoraj wieczorem.
Granica Belize Gwatemala wyglada jak na filmach. Musielismy wysiasc z autobusu i przejsc ja na piechote przechodzac odprawy osobiscie :-))) Niezly odlot !!!
Biegajace za nami zywe kantory, swistaja plikami banknotow w rekach i pytaja czy nie chcesz wymienic kasy na Gwatemalska :-)))
Nasz szalony bus driver jechal jak szalony, ale dotarlismy w koncu.
Zmordowani wieczorem ruszylismy na podboj tego urokliwego miasteczka.
Flores to miasteczko polozone na jeziorze. Niezly czad. Wczoraj upajalismy sie Cuba Libre w restauracji pod ksiezycem i stwierdzilam, ze dla tej jednej chwili na prawde warto tu bylo przyjechac !!!!
Przy tej uliczce spalismy w hotelu Mirador Del Lago
Jesli chcesz sie napic wspanialego Cuba libre- i poczuc smak przygody- to tylko tutaj we Flores w restauracji pod ksiezycem (Restaurante Lunada)!!!!
Restauracja polozona na molo, na jeziorze, stoly i krzesla w ksztalcie korzeni drzew, troche nierowne, ale przepiekne !!! Dolores na pewno chcialabys miec takie w domu, zakochalabys sie w tym miejscu. To z pewnoscia nie jest Bo Concept, ale cudne!!! Dach knajpki, pokryty jest suszonymi liscimi z palm, a u sufitu wisza zolte pilki z wymalowanymi usmiechami. Pilki sa ubrane w slomkowe kapelusze, niezly czad !!!! Do tgo wszytskiego lokalna muza, ktora dobiega z glosnika umieszczonego na skrzyce od piwa, a to wszystko wisi na palu bambusa, jednego z filarow knajpy !!!
Kupilismy juz troche pamiatek, ktore lacznie z prezentami dla pneumokokow i innych przyjaciol, ktore zaraz zanabedziemy wysylamy cargo do Polski !!!
Judy i Asia- you are not calling me, so I assume that everything is ok. Unfortunatly I am not checking here my e-mails, so please write to me here. I will for sure read it :-))
Judy- here Cuba Libre has the taste of a real adventure !!!
Dolores or Asia- please translate to Judy what I am writing here. Thanks in advance !!!
Pati- tu jest bardzo duzo reklam Sprita, wiec to ja jestem Sprite !!! A Ty pragninie, ha ha ha....
Coca-Cola wyraznie walczy tu o swoja pozycje. A i tak w knajpach mozna spotkac inna Cole- tutejsza.
Troche jest tu biednie, ale to dodaje nisamitej pikanterii temu miejscu. Widoki, ktore juz zobaczylismy na pewno dlugo pozostana w pamieci, a jeszcze tyle przed nami. Dzis jedziemy do Tikal. Hej przygodo !!! Czuje sie jak maly globtroter :-))
Kisses to everyone who reads those side !!!
Marta i Grzes
Today Marta was writing our adventures:-))))
Jestesmy !!!
W koncu jestesmy, upal jak wysiedlismy z samolotu nas zabil. Pierwsze nasze slowa to zostajemy tutaj? :-))) TAAAAAAAAAAAAAAAAKKKKKKKKKKKKK!!!!
Jest wesolo zaraz po przyjezdzie na marine terminal jakis kolunio zaproponowal nam gandzie, ale przy okazji sprawdzil (tak przynajmniej mowil) autobus do Tikal, ktory to jest i o ktorej odjezdza. To zreszta byl jedyny autobus jaki tu byl, ale jak na drug dilera to i tak bardzo milo.
Troszke tu biednie i sa ludzie zebrajacy o pomoc, ale wiekszosc jest niezeimsko mila i wyluzowana. Pomagaja, interesuja sie i pokazuja co gdzie i jak.
Poznalismy tu juz wiecej osob niz poznajmy miesiecznie w Polsce.
Judy - I miss U too, hope everything is good at work. I am thinking sometimes about U guys- U and Joasia. Take care.
I understood today that those are moments in my life for which it is worh saving money, save some time for really COOL HOLIDAYS !!!!!!
It is such a lovely place! I wish to stay here :-)
I am saying kisses to all pneumokokow
w at my work. Marta
Adasiu, niestety na razie w Belize nie udalo mi sie kupic zolwia dla Ciebie ale I keep searching :-))))
Drogie BOLSiaki - nie wiem czy tu nie zostaniemy - moze jakis eksport gandzi do Polski i da sie z tego wyzyc.
Kisses to everyone who reads this message,
Marta i Grzesio
0 dni
Właśnie się spakowaliśmy.
Jeszcze tylko drukujemy plan wycieczki i parę innych rzeczy by nam było łatwiej znaleźć transport i hotele i idziemy spac.
Wylot mamy z samego rańca.
Pozdrawiamy
Marta i Grześ
ZOSTAŁ 1 DZIEŃ
Już tylko jeden dzień do wyjazdu, już jedną nogą jesteśmy na lotnisku!
Jeszcze cały czas nie wierzę, że tam jedziemy !!!!! Wycieczka naszych marzeń wzywa nas!
Dziś pakujemy rzeczy do plecaków! Nie wiem jak się nam uda spakować :-( Jak zwykle mamy całą masę rzeczy do zabrania, oczywiście wszystkie niezbędne :-) !
Ciekawe czy nie zaśpimy na samolot :-) Pewnie nie! No cóż zobaczymy....
Dziś krótko, bo pędzę nas pakować....
Dzisiaj dla wszystkich pneumokoków pisała Marta :-)
Judy & Kłaczek- we are almost on the plane. Only one day left ! We are so happy and can't wait going there !!!!
See U,
Marta & Grześ
Zostały 2 dni
Minęła sobota, właściwie to Wielka Sobota
No tak - zakupy, zakupy i jeszcze raz zakupy, no i jeszcze lekarz, apteka i parę innych detali takich jak np. czapka - już mam.
Wieczorem przerobiłem BLOGa - teraz już wygląda nienajgorzej - no dobra wygląda kiepsko, ale jak na moje umiejętności to i tak nie najgorzej.
No i ma zajefajny adres. Tylko niestety skryptów nie można dodawać, więc jeśli chcesz dodać nas do ulubionych to naciśnij Ctrl+D
Kupiłem Marcie prezent - niespodziankę - dostanie dopiero na wyjeździe - szukała i szukała, ale udało mi się schować go dobrze. :-)
Marta kończyła jeszcze pracę. Ja miałem chwilę oddechu.
No to tyle z naszych przygotowań.

Znów pisał Grześ
Piątek
UUUUUUUUUUUFFFFFFFFFF, skończył się piątek...
to dobrze, że się skończył. A to oznacza ni mniej ni więcej, że zaczął się nasz urlop.
Udało się załatwić PITy i parę innych drobiazgów.
A wczoraj byłem u księdza, no bo jeszcze chrzestnym będę w poniedziałek Wielkanocny.
Marta siedziała w robocie do późnych godzin nocnych - zrobiłem jej kolację i było miło. U nas zawsze jest miło
Judy&Kłaczek - we hope you guys have great time in Budapest
No i jak zauważyliście nastąpiła zmiana BLOGa - teraz ten jest w 100% nasz - zresztą adres też jest łatwiejszy do zapamiętania.
To tyle - jutro ostateczne zakupy i ...
no właśnie zostały 3 dni do wylotu
Grześ
Dni lecą
No i kolejny dzień skreśliliśmy na naszej kartce. Zostało już mało.
Udało się kilka rzeczy dziś załatwić, ale z Malaronem jest cały czas kicha. Ma być w piątek - zobaczymy.
Zakupy już skończyliśmy - jeszcze tylko czapka dla mnie i jesteśmy gotowi - plecak i latarka jest, parę rzeczy Marta kupiła sobie więc już naprawdę końcówka.
Jutro pity i parę innych pilnych tematów przed wyjazdem.
Zrobiłem podsumowanie pracy w trakcie urlopu. Jest tego masa.
Nic wesołego dziś nie napiszemy bo padamy na twarz. Odeśpimy w samolocie.
Z miłych wydarzeń to Aga zadzwoniła z Gwatemali - krótka rozmowa, ale oszaleliśmy słysząc ich zachwyty nad tym co widzą. Link poniżej poczytajcie co u nich się dzieje.
Jest 3 w nocy idę spać bo jutro kolejny długi dzień.
See ya
Grześ
Zostało 7 dni (4 robocze :-) ).
WOW, co za dzień. Była prezentacja. Łatwo nie było, ale w sumie wyszło całkiem dobrze. W pracy jak zwykle wesoło - garnitur był pretekstem do zadawania pytań o dentystę. Na razie zęby mnie jakoś specjalnie nie bolą, a ostatni ubytek został zaplombowany. Już obie szczęki mam zrobione :-) Cały dzień dziś za mną chodzi Ein klein Jegermaister...
Marta za to miała jakichś ważnych gości, co ja piszę, bardzo ważnych gości. Mówi, że było ok, ale trochę zmordowana wróciła. Jutro gości ciąg dalszy...
Judy & Kłaczek - this one is for you - We will miss you and your company like previous weekend :-) Hope you survived - BOLS is good, isn't it???
WAŻNE- od dziś nie trzeba się logować by napisać komentarz - wszystkie komentarze mile widziane. Brzydkie i trudne słowa też mile widziane... ale bez przesady!!!
Wczoraj wieczorem nabyłem w drodze kupna nową torbę na aparat - taka z pasem do noszenia na pasie. Jak ją założę to czuję się jak jakiś marines przed akcją. Jest genialna, czas wyjęcia aparatu z torby zredukowałem wobec poprzedniej chyba o połowę. A i można z tym uciekać, mam nadzieję, że nie będzie potrzeby testowania :-)
Dzisiaj z listy rzeczy do zrobienia przed wyjazdem nic nie udało nam się skreślić. No trudno jutro też jest dzień.
Znów czytaliśmy o Kostaryce - nawet nie wiedziałem, że największe żółwie mogą ważyć 2 tony :-) i to żółw kobieta - znaczy się żółwica !!!
Aga i Krzyś już są w Gwatemali - tutaj link do ich bloga - zdjęć nie ma, ale już same opisy dają poczucie kozackiej przygody:http://jagodexy.blox.pl
Na dziś tyle, późno już, jeszcze trochę pracy przed snem.
Dla bloga martaigrzes.blox.pl relacjonował dziś Grześ
WITAJ w naszym blogu o wyjeździe do Ameryki Środkowej. HURAAAAA JEDZIEMY TAM !!!